Opublikowano:

Śmierć Stalina. W końcu…

Śmierć Stalina. W końcu obejrzałem i stwierdzam, że jest rzeczywiście jest genialny. Wyścig szczurów, w którym grupka idiotów chce przejąć schedę po Stalinie. Po trailerach spodziewałem się czegoś innego, jednak zostałem zdecydowanie pozytywnie zaskoczony. Autorzy filmu zdecydowanie odrobili pracę domową, przez co bardzo dobrze przedstawiają nam sowieckie realia, aczkolwiek w krzywym zwierciadle, dlatego podchodząc do filmu należy znać co najmniej podstawy historii ZSRR, choć niektóre szczegóły oczywiście musiały zostać zniekształcone dla potrzeb fabularnych. Żonglerka sowiecką nowomową i idiotyzmami totalitaryzmu jest na 5.
Film przedstawia śmierć jako vademecum na wszystko – najprostszy środek, z którym nikt się nie liczy, poza ofiarami.
Mimo, że wszystkie postacie, zostały przedstawione karykaturalnie, w filmie widzimy przede wszystkim ludzi – coś czego nie zobaczymy w podręcznikach do historii.
Główny pojedynek – Berii i Chruszczowa – mimo że z początku całkiem komiczny, wraz z rozwojem fabuły staje się coraz bardziej dramatyczny – widać, że każda z postaci boi się śmierci.
Postać Malenkowa pięknie obrazuje głupotę ideologicznego komunizmu, a Mołotow i Żukow, kompletnie nieliczący się ze śmiercią, świetnie wypuklają czarny charakter komedii.
Ogólnie, to chyba jedynym minusem tego filmu jest to, że jest po angielsku, a nie po rosyjsku 😉
Zdecydowanie nie jest to Wywiad ze Słońcem Narodu, czego niektórzy się spodziewali.
#film #filmnawieczor #historia #kino