Opublikowano:

Dziadek zgodził sie…

Dziadek zgodził sie opowiedzieć o swoich przeżyciach, nawet zgodził sie na nagranie tego co mówi jak sugerowaliście w komentarzach, ale dziadkiem szargały dosyć silny emocje (ciągłe łzy w oczach) dlatego co chwile musieliśmy przerywać, ale mimo wszystko chciał o tym opowiedzieć
Wołam plusujących i otwieram tag #historiedziadkamariana taguje tez #historia i #iiwojnaswiatowa
Wiosna 1943, Kużaj – Polska wieś leząca na terenie kraju Warty
Około 5 rano obudziło nas głośne walenie w drzwi, szybko okazało sie ze za drzwiami stoi niemiecki żołnierz, prosty komunikat po Polsku – „Bierzcie ze sobą wszystko, nigdy już tu nie wrócicie”.
Na podwórzu na pakującą się rodzine czeka wóz konny, musimy zostawić całe gospodarstwo włącznie ze wszystkimi zwierzętami,
psy, koty, konie, wszystko zostaje…
bierzemy to co najpotrzebniejsze do codziennego funkcjonowania.
Na wozie, gdy Niemiecki żołnierz biegle posługujący się językiem polskim wyczytuje z listy nazwiska, okazuje sie że w nieznane jedzie praktycznie cała wioska, chyba ze jak sąsiad Niedzielski jesteś szpiclem, wtedy zostajesz…
Po przebyciu nie dużego fragmentu drogi nasz wóz współtworzy kolumne, do której na odcinku Galewice – Czastary systematycznie dołączani są nowe wozy z nieszcześnikami.
W trakcie podróży babcia Franciszka pyta w jakim celu są wywożeni, idący obok wozu żołnierz bez zastanowienia odburknie
„Na mydło” mówił on w znajomej śląskiej gwarze, co zakorzenia we mnie – 5 letnim Marianie ogromny żal w stosunku do Ślązaków
Babcia Franciszka jednak nie zostaje otyłemu gburowi dłużna ripostując
„My tutaj jesteśmy chudzi, z nas mydła byłoby niewiele, za to z Pana…” szybko ucina i dochodzi wniosku ze wypowiedzenie tych słów mogła przypłacić życiem.
Czastary – stacja PKP, z wozu przesiadamy sie do wagonów i jedziemy do Łodzi, w tamtejszej fabryce jesteśmy zgrupowywani i spędzamy noc
Nastepnego dnia po posiłku składającym się z chleba i śmierdzącego sera bada nas lekarz, wkrótce potem jesteśmy wyprowadzani na zewnatrz, gdzie babcia nawiązuje dialog z jednym z Wachmanów pytając skąd jest
-Z Kluczborka – mówi
-Jak tutaj przeżyć?
-Pchajcie się do przodu, nie zostawajcie z tył, nie dajcie po sobie poznać ze jesteście chorzy – doradza
Po rozmowie w kłebie ludzi zauważyliśmy sąsiadów, ide przed babcią do siatki, aby nawiążąć kontakt ze znajomymi, ale zauważył to strażnik, który wytargał mnie za ucho do tego stopnia ze zaczeło mi ono krwawić, zrozumieliśmy ze wszelka komunikacja między więźniami jest tutaj zabroniona.
Chwile po całym zajściu od grupy zaczeli być odłączani chorzy i ci, którzy nie nadążali tempem,
pomoc wachmanna uratowała nam życie, gdyby nie on, moja mama, babcia i ja – 5 letni Marian nie poruszalibyśmy sie szybciej i zostalibyśmy na końcu grupy.
Wyselekcjonowani udaliśmy się w dalszą podróż wagonami, tym razem do Rzeszy, zanim jednak dotarliśmy do miejsca, które potem okazało sie miejscem docelowym, przetrwaliśmy dwa obozy przejściowe.
W jednym z nich trzymano sowieckich jeńców, był to „Warrenparchiw” albo „Mallchow”
dostaliśmy tam baraki i łóżka pełne pluskiew, rosjanie ubrani w kufajki i wojskowe ocieplane spodnie pozbawieni pasów spali i żyli na dworze, byli tak źle traktowani że jak Polakowi, który zachował jedzenie na później spleśniał chleb i postanowił go wyrzucić, to Rosjanie robili wszystko aby go dostać, do tego stopnia ze za „zdobywcą” chleba gromadziła sie chmara innych Rosjan goniących nieszczęśnika, chleb zdobywali także sprzedając przedmioty, które nie udało się Szkopom zarekwirować, takie jak np. scyzoryki.
Pewnego „zwyczajnego” dnia, gdy Niemcy na noszach nieśli czerwono armiste w celu wrzucenia go do pieknej trumny, naszą uwage zwróciła poruszająca się lewa ręka sowieciarza,
Babcia natychmiast zareagowała krzycząc ze Rosjanin żyje, ale Niemcy jakby nigdy nic wrzucili jeńca do trumny i pojechali karawanem,
w całym wydarzeniu najdziwniejsze nie było pochowaniego żywego człowieka, bo wszyscy niemieckie podejście do słowian znali, a piękna trumna, do której go włożono. Polacy z baraku postanowili sprawdzić więc czy Naziści chowają ciało „podczłowieka” w trumnie oddając mu odrobine czci. W tym celu ukradkiem przerysowano trumne i obserwowano karawan przy następnym zwożonym ciele, trumna do której wkładano następne ciało nosiła te same rysy którymi obdarowali ją Polacy z baraków, wniosek był jeden – trumna służyła tylko do transportu zwłok do miejsca pochówku.
Innym razem około 12 letni niemiaszek ubrany w marynarke – prawdopodobnie dziecko jednego ze strażników postanowił sprawdzić swoich sił w „walce” z jednym z ruskich z kolejki do kuchni czekającym na posiłek, ale o tym następnym razem.