Opublikowano:

Ciekawy tekst, wklejam…

Ciekawy tekst, wklejam fragmenty, bo pewnie i tak zakopią. Prawicowy postmodernizm. Partia rządząca mówi, że broni prawdy historycznej, ale chodzi jej o zupełnie co innegoPiS w ogóle nie interesuje prawda historyczna
Gdyby tak było, słuchaliby ekspertów i mieliby minimum merytorycznego przygotowania do dyskusji. Premier Morawiecki nie użyłby obraźliwego i niepoprawnego wrażenia „Jewish perpetrators” na konferencji prasowej w Monachium (o tym, dlaczego jest niepoprawne, pisał w OKO.press prof. Andrzej Żbikowski). Przeciwko nowelizacji ustawy o IPN systematycznie wypowiadali się najwybitniejsi polscy i zagraniczni specjaliści od historii Zagłady.
Politycy i bliscy im eksperci (tacy jak dr Marek Kochan, który zaproponował na serio w „Rzeczpospolitej” wybudowanie muzeum „Polocaustu”) nie czytają nowych książek na temat Zagłady. Nie próbują się do nich odnieść, poza książkami Grossa, których zresztą zapewne także nie czytali. Nie próbują z nimi polemizować. Mniejsza w tym wypadku o intencje, ale świadczy to o głębokiej niekompetencji. Jej przykładów PiS dostarczył znacznie więcej, od nieumiejętności przetłumaczenia na angielski orędzia Morawieckiego w telewizji zaczynając.
PiS i jego sojusznicy żyją we własnym, zamkniętym obiegu informacyjnym
Mają bardzo krótką listę ludzi, którym ufają w sprawach historii: prof. Jan Żaryn, prof. Bogdan Musiał, kilku historyków z odnowionego IPN (prawie wszyscy ci eksperci weszli w skład nowej Rady Muzeum II Wojny Światowej). Ci eksperci, co ważne, nie zajmują się profesjonalnie Holocaustem. Wypowiadają się równie chętnie o II wojnie światowej, serialu o Kazimierzu Wielkim czy Zagładzie Żydów. Nie tylko nie są w stanie wyjść poza krąg własnych czasopism i TVP, ale nawet nie próbują. Traktują je jako świat wrogi, który próbuje ich zniszczyć. Potem tacy politycy jak Morawiecki powtarzają na forum międzynarodowym teorie, które się traktuje jako oczywistość w polskiej prawicowej prasie – i są zdziwieni, że świat się oburza.Instrumentalne traktowanie zarówno takich pojęć jak „naród”, jak i historycznej prawdy
„Nie można oskarżać narodu polskiego o zbrodnie niemieckie” – napisali politycy w ustawie. Kto jednak jest narodem? Czy oskarżenie kilkudziesięciu mieszkańców Jedwabnego o zamordowanie żydowskich sąsiadów jest już oskarżeniem „narodu”, czy oskarżeniem tych kilkudziesięciu obywateli? Czy pisanie o kilkudziesięciu pogromach dokonanych na Żydach po wycofaniu się Armii Czerwonej to już oskarżenie narodu?
Politycy PiS radzą sobie z tym problemem w najprostszy sposób: wykluczając z „narodu polskiego” tych, którzy popełniali zbrodnie. Jeśli ktoś zabijał Żydów, po prostu nie był Polakiem. Stąd zabawne krętactwa Morawieckiego, który potrafił oświadczyć, że za antysemicką nagonkę w 1968 r. odpowiedzialni byli „komuniści”, a więc nie-Polacy. O tym, kto należy do narodu, decydują więc politycy. To bardzo wygodne, ale zbyt pełne sprzeczności, żeby ktoś to potraktował serio.
#neuropa #polityka #historia