Opublikowano:

Witam Państwa w drugim…

Witam Państwa w drugim odcinku, w którym, tym razem bez niespodzianek i wolt, będziemy wchodzić coraz głębiej w temat monastycyzmu egipskiego. Lektura poprzedniego odcinka uświadomiła nam, że Egipt, wbrew temu co kiedyś powszechnie sądzono, nie był wcale pierwszy, a chrześcijanie znali ascetów, pustelników i cenobitów w zasadzie od samego początku. Nie zmienia to faktu, że tutaj powstał wzorzec, który upowszechnił się później w innych krajach i nadpisał, wyparł bądź zmodyfikował wcześniejsze, lokalne tradycje. Nie wybiegajmy jednak za mocno do przodu.

Żeby chociaż częściowo zrozumieć wydarzenia i procesy jakie zaraz będziemy omawiać wypadałoby naszkicować jakieś ramy. W czasach, o których mówimy Egipt był prowincją Cesarstwa Rzymskiego i to prowincją niesamowicie ważną i bogatą. Tak jak Kartagina była spichlerzem Zachodu, tak Egipty pełnił tę rolę na Wschodzie. Z tego powodu był prywatną domeną cesarską, a na jego czele stał prefekt z warstwy ekwickiej, a nie gubernator z klasy senatorskiej. Warto także podkreślić, że w czasach, które nas interesują to Wschód był bardziej zurbanizowany, rozwinięty i wyrafinowany. Aleksandrię zaś śmiało można nazwać stolicą intelektualną całego Imperium.

Żeby przekonać się, że nie jest to stwierdzenie na wyrost, wystarczy zobaczyć na choćby fragmentaryczną listę uczonych, którzy tu działali. Znajdziemy na niej takie sławy jak Klaudiusz Ptolemeusz, Euklides, Erastotenes, Herofilus, Erasistratos, Hipparchos, Pappus czy Arystarch. Tutaj mieściły się szkoły zakładane przez filozofów i tutaj znajdowała się słynna Biblioteka Aleksandryjska. Bogactwo jakie generowały handel i rolnictwo przyciągało migrantów. Aleksandria i inne większe miasta były silnie zhellenizowane, ponadto byli w nich obecni także Rzymianie, Koptowie, Żydzi, Persowie, Nubijczycy, Etiopowie i przybysze z całego świata (nawet z Indii). Miało to swoje dobre strony, jak na przykład wymiana idei i buzujące życie intelektualne, ale także złe – napięcia między różnymi grupami znajdowały często ujście w ulicznych walkach o krwawym przebiegu.

Życie religijne (w dużej mierze zresztą powiązane z intelektualnym) również miało się dobrze. Z zachowanych źródeł wiemy, że rozpowszechniało się nie tylko chrześcijaństwo (we wszystkich możliwych formach), ale także kulty oparte na wierzeniach perskich i semickich (w tym rdzenne), które mieszały się z greckimi i rzymskimi. Jeśli chodzi o język to w miastach dominowała greka a na prowincji rdzenne dialekty koptyjskie (w tym okresie historycy wyróżniają 6 głównych dialektów). Administracja i sądy posługiwały się zaś łaciną. W zasadzie wszyscy mieszkańcy Egiptu, niezależnie od podziałów etnicznych i religijnych mieszkali w Delcie Nilu i wzdłuż rzeki, od wylewów której uzależnione było całe rolnictwo. Pustynne regiony były niezamieszkane i raczej nieuczęszczane.

Jeśli chodzi o chrześcijaństwo, to nie będę się za dużo powtarzał – kto ciekaw detalii niech zajrzy do odcinka o Afryce. Początki tej religii w Egipcie są związane z Aleksandrią i helleńską ludnością miast. Od II wieku nowa religia zaczyna przenikać na prowincję i powoli zyskuje sobie popularność. Masowe konwersje zaczynają się w III wieku, a ich szczyt przypada na wiek IV. Widać to na przykład po trendach w nadawaniu imion. Bagnall, opierając się ną studiowanych źródłach wykazuje, że od III wieku zaczyna się spadek liczby tych “pogańskich”. W IV wieku imion chrześcijańskich jest trochę ponad 50%, a na początku V już 90%. Z tego względu to właśnie Egipcjanie najmocniej odczuwali kolejne kampanie prześladowań, których kulminacją były te zarządzone przez Dioklecjana.

Oprócz męczenników, Egipt dał chrześcijaństwu także wielu intelektualistów, filozofów i, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, teologów. W Aleksandrii działała tak zwana Szkoła Katechetyczna, kształcąca chrześcijan nie tylko w temacie wiedzy o religii, ale także zapoznająca ich z matematyką, geografią, fizyką – no w skrócie tym co w starożytności rozumiano jako filozofię, czyli protonauki wszelakie. Najbardziej znaną postacią powiązaną ze szkołą był żyjący w III wieku Orygenes. To jeden z najpłodniejszych autorów wczesnochrześcijańskich. Wsławił się krytycyzmem biblijnym – jako jeden z pierwszych zaprzągł metody krytyki źródłowej i wiedzę filologiczną do czytania Starego Testamentu i formującego się Nowego. Odrzucał literalne czytanie Pisma Świętego. Jego podejście i alegoryzm, za którym optował, były później naśladowane w ruchu monastycznym.

Egipskie chrześcijaństwo było bardzo niejednorodne – oprócz podziału na sekty były także podziały na etnosy i jakby było tego mało, dochodziło do schizm. Z odkryć z Nag Hammadi wiemy o sektach gnostyckich (o ile można je tak nazywać, ale tutaj odsyłam do odcinków, w których temat był poruszany). Wspomniane przed chwilą prześladowania zaowocowały nie tylko śmiercią i tragediami ludzkimi, ale, prawdopodobnie, także poważną schizmą. Gdy w 304 roku zaczęto zarzucać sieci na aleksandryjskich chrześcijan, miejscowy biskup Piotr i wielu podlegających mu duchownych dało dyla, pozostawiając swoją owczarnię. Biskup Lykopolis Melecjusz uznał ucieczkę za zrzeczenie się urzędu i wyświęcił nowe duchowieństwo dla aleksandryjskich wspólnot.

Prześladowania ustały w 307 roku, a Piotr powrócił do miasta wraz z resztą uciekinierów i zwołał synod, na którym ekskomunikował Melecjusza. Ten nie pozostał mu dłużny. Według noszącej znamiona legendy opowieści, konflikt wywołał tak duże niepokoje, że Rzymianie aresztowali obydwu dżentelmenów. Niestety nie posiadali dwóch wolnych cel, obydwaj trafili zatem do jednej. Aresztowanie nie przemówiło kłócącym się do rozsądku – korzystając z faktu wspólnej odsiadki toczyli spór dalej. Wściekli strażnicy zawiesili w końcu kurtynę w celi i zabronili osadzonym rozmów. Legenda jest dosyć wesoła, ale historia późniejszych losów Piotra i Melecjusza już nie bardzo. Piotr został umęczony w 311 roku a jego interlokutor skazany na pracę w kopalniach w Palestynie (którą jakimś cudem przeżył).

Konflikt nazwany przez historyków schizmą melecjańską nie skończył się jednak. Duchowieństwo wyświęcone przez Melecjusza utworzyło równoległy kościół znany jako “Kościół Męczenników”. Od momentu rozłamu, w Aleksandrii i wielu miastach Delty Nilu było przynajmniej dwóch biskupów, z których każdy rościł sobie prawa do bycia tym właściwym, a tamtego drugiego uważał, w najlepszym razie, za schizmatyka. Podział ten odbił się także na mnichach. Ze źródeł wiemy, że wielu z nich opowiadało się za sukcesorami Melecjusza i istniały całe wspólnoty odrzucające następców Piotra. Kościół Męczenników przetrwał do V wieku (a przynajmniej taki obraz malują źródła), a jego rozłam był bardzo poważnym problemem egipskiego chrześcijaństwa.

Nie przeszkodziło to jednak w dalszym rozwoju tej religii, gdyż jak wspomniałem wcześniej, IV wiek był świadkiem postępującej chrystianizacji rzymskiego Egiptu. Wraz z rosnącą liczbą wyznawców rosło znaczenie biskupa Aleksandrii. Wprawdzie mianem patriarchów zaczęto ich określać dopiero od wieku VI, ale w praktyce już od IV wieku zaczęli wyrastać na najważniejsze osoby w prowincji. Zalegalizowanie chrześcijaństwa przez Konstantyna tylko wzmocniło ten trend. Od 325 roku pod biskupa Aleksandrii podlegało przeszło stu innych na terenie Egiptu i Libii. Ich wpływy rosły nie tylko w kościele, ale także w polityce. Nieprzypadkowo inni biskupi zaczęli określać ich “nowymi Faraonami”. Dzięki rozwiniętej działalności charytatywnej i na rzecz wspólnot, cieszyli się nie tylko wpływami wśród elit, ale mieli także “szacun na dzielni”.

Tak zwani parabalani, którzy na co dzień zaangażowani byli w zbożne dzieła pomocy bliźnim, mogli z bronią w ręku bronić osoby lub interesów swojego biskupa (w innym wypadku: dochodzić tychże). Oczywiście zrzucanie na nich odpowiedzialności za tak głośną sprawę jak zabójstwo Hypatii (słynne z powodu głośnego filmu) jest dyskusyjne, ale członkowie tej formacji niewątpliwie sprawiali problemy władzom i brali udział w tumultach na ulicach miasta. Wymownym świadectwem tego jest zarządzenie z 416 roku, które ograniczało liczebność parabalanich do 500. Były to czasy pełne napięć i przemocy, a na ulicach Aleksandrii walczyły ze sobą grupy wyznaniowe i etniczne. W przeciwieństwie do początków IV wieku, chrześcijanie nie byli już tylko niewinnymi ofiarami. Nie tylko potrafili się odgryzać, ale także przechodzili do ofensywy. Pod koniec stulecia zaczęli dominować religijny krajobraz miasta.

Egipt był także matecznikiem pierwszej wielkiej herezji, która w pewnym okresie była o krok od triumfu nad obozem ortodoksyjnym. Mam tutaj na myśli arianizm. Samemu arianizmowi i przebiegowi kryzysu przyjrzymy się dokładniej w innym odcinku – tutaj tylko szybkie streszczenie. Wszystko zaczęło się w okolicach 318 roku w Aleksandrii jako spór między prezbiterem Ariuszem a biskupem Aleksandrem. Przedmiot sporu był niebanalny – dotyczył bowiem tego, kim jest Jezus i jaka jest jego relacja w stosunku do Boga. Ówcześni chrześcijanie mieli bardzo różne poglądy na ten temat i byli dalecy od jednomyślności. Paradoksalnie ciężko jest dokładnie zrekonstruować poglądy Ariusza, bo polemiści przypisywali mu bardzo różne opinie, niekoniecznie zgodne z tym co wyłania się z ocalałych po nim pism. Samo określenie “ariański” zaczęło z biegiem czasu żyć własnym życiem i stało się w zasadzie rytualną obelgą, istniejącą na bardzo podobnej zasadzie jak “manichejski”.

Na podstawie kilku zachowanych dzieł i analizy pism polemicznych, Ariuszowi przypisuje się następujące poglądy:

1. Bóg Ojciec jest jedynym “Bogiem z wielkiej litery”. Chrystus bywa nazywany bogiem (także w ewangeliach), ale ta jego boskość to efekt działania łaski – na podobnej zasadzie każdy człowiek, który nawiązuje specjalną relację z łaską (jedna z form obecności Boga, stąd zdefiniowane później rozróżnienie na Niestworzone Energie i Naturę) jest bogiem w tym sensie, co Chrystus (bogiem, a nie Bogiem).

2. Chrystus jest stworzeniem – nie istniał od zawsze, nie jest odwieczny jak Bóg Ojciec. Chrystus jest dziełem Boga Ojca na podobnej zasadzie, jak każde inne stworzenie. Podobnie jak wszystko, co stworzone, Chrystus został powołany do bytu z nicości.

Nie oznacza to, że Ariusz widział Chrystusa, jako stworzenie jak każde inne. Potwierdzał rolę Jezusa jako mediatora między materialnym, zmieniającym się światem, a niestworzonym, niezmiennym Bogiem. To, że Ariusz nie skupiał się na roli Jezusa jako logosu (w czym zawiera się rola pośrednika i łącznika) a raczej na jego domniemanym pochodzeniu i losach sprzed ewangelii, nie oznacza, że z automatu je odrzucał. Tak czy inaczej jego poglądy odmawiające Chrystusowi jakiejkolwiek boskości (poza tą dostępną także człowiekowi), zostały uznane za herezję przez Aleksandra. Ariusz odpowiedział mu zarzutem o diteizm (wiarę w dwóch Bogów) w następstwie czego został ekskomunikowany razem ze swoimi zwolennikami, których mu nie brakowało.

Zbiegł do Palestyny, gdzie zaskarbił sobie poparcie wpływowych osób, mających chody także na cesarskim dworze. Poparcie dla Ariusza wyraziło wielu biskupów. To, co zaczęło się jako spór w ramach kościoła aleksandryjskiego, stało się kością niezgody dla kościołów Wschodu. Konflikt trafił nawet na dwór cesarski i dla jego zażegnania cesarz Konstantyn, od niedawna jedynowładca Imperium, zwołał sobór w Nicei. Wyznanie wiary uzgodnione na pierwszym powszechnym soborze było całkowicie sprzeczne z poglądami Ariusza, który został potępiony i skazany na wygnanie. Nie zakończyło to jednak konfliktu, który trwał w najlepsze jeszcze przez ponad 50 lat. Arianizm miał się dobrze i bez Ariusza – co zresztą potwierdza konkluzję, że jego wystąpienie było tylko katalizatorem, a ludzi odrzucających boskość Chrystusa lub wyznających jedną z form subordynacjonizmu było o wiele więcej.

Znamy już nieco realia rzymskiego Egiptu z IV wieku. Zanim jednak przejdziemy do omówienia głównych bohaterów i najważniejszych źródeł, warto wspomnieć o bardzo tajemniczej kwestii. Mam tutaj na myśli tak zwanych Terapeutów. Słówko “tajemniczy” pojawia się tutaj nieprzypadkowo, bo o grupie wiadomo bardzo mało. Jedynym źródłem, które mówi o nich coś więcej, są zapiski pod tytułem: “De Vita Contemplativa”, pochodzące z I wieku n.e. Autorstwo tradycyjnie przypisuje się Filonowi z Aleksandrii (znanemu nam, mam nadzieję, z jednego z odcinków), ale praca wyraża wiele poglądów nie pasujących do innych dzieł Aleksandryjczyka i stąd kwestia ta jest kontrowersyjna. Terapeuci jawią się w niej jako asceci (ale i filozofowie!) żyjący na terenie Egiptu w okolicach jeziora Marjut.

Sam autor nie był do końca pewien etymologii słowa Terapeuci i podawał, że oznaczało ono lekarzy (w sensie uzdrowicieli duszy) bądź służących Bogu. Pisał on, że Terepeuci istnieli także w innych miejscach starożytnego świata, zarówno wśród Greków jak i barbarzyńców. Marjut miało być miejscem spotkań ludzi poświęcających się kontemplacji, pochodzących z różnych stron świata. Autor dzieła pisał, że ludzie ci żyją we wstrzemięźliwości i prostocie. Nie mieli nic na własność i nie dopuszczali do siebie pokus. Dodawał też, że przez sześć dni pozostają oni w samotności oddając się modłom, postom, kontemplacji i studiowaniu pism. Spotykali się siódmego dnia, w trakcie którego dyskutowali, a na koniec spożywali wspólną kolację, podczas której usługiwali sobie nawzajem i śpiewali razem aż do świtu. Mieli opierać się na pięcioksięgu, księgach proroków i psalmach, ale posiadali także własną literaturę.

Naprawdę nie trzeba wiele wyobraźni żeby wspólnotę tę odczytać jako chrześcijańskich mnichów. Sam autor zwiększa pole do spekulacji pisząc, iż grupa ta wyróżnia się na tle innych sekt żydowskich. Utożsamienie terapeutów z mnichami nie jest nowe. Zrobił to już Euzebiusz z Cezarei żyjący na przełomie III i IV wieku. IV wieczny Epifaniusz z Salaminy identyfikował Terapeutów jako heterodoksyjną grupę chrześcijańską, określaną mianem Jaseńczyków. Identyfikacja Terapeutów z mnichami jest jednak karkołomna z uwagi na przypisanie autorstwa Filonowi. To jest na dzień dzisiejszy konsensus wynikający z analizy językowej. Filon zmarł w okolicach 50 roku, Jezus 30 roku. Szansa na to, że w ciągu 20 lat po ukrzyżowaniu Chrystusa chrześcijańscy asceci zamieszkiwali okolice Marjut jest niska (z drugiej jednak strony nie jest niemożliwa).

Po raz kolejny dochodzimy do czegoś, co można ewentualnie ocenić tylko w kategoriach “mniej lub bardziej prawdopodobne”. Niezależnie jednak od tego, co tak naprawdę “poeta miał na myśli” (ten od Terapeutów naturalnie), asceci, pustelnicy i ludzie oddający się kontemplacji, mają w egipskim chrześcijaństwie dłuższą historię, niż ta zaczynająca się od Antoniego (254-356), Pachomiusza (292-346), Makarego Egipcjanina (ok. 300-391), Amona (ok. 290-347) czy Makarego Aleksandryjczyka (ok. 300-393). I pozostaje to faktem nawet wobec twierdzenia, że Terapeuci wyznawali judaizm (tak, wiem). Najlepszym dowodem na to są “Żywoty” tych świętych i innych Ojców Pustyni. Antoni, Pachomiusz i inni, zanim zostali mnichami odbyli bowiem praktykę u starszych stażem mnichów, mając ich za swoistych mistrzów i duchowych przewodników. Siłą rzeczy nie byli zatem pierwsi, choć to oni na dobre zmienili i rozpropagowali ten styl życia.

Ich dokładniejsze losy i osiągnięcia poznamy w kolejnych odcinkach. W tym poszerzymy jeszcze swoją wiedzę o podstawy dotyczące źródeł. Jednym z ważniejszych są tak zwane “Powiedzenia Ojców Pustyni”. Jest to zbiór anegdot i powiedzeń przypisywanych mnichom żyjącym od IV do VI wieku. Wiele z nich jest zagadkowa, zabawna, zaskakująca, o podwójnym dnie etc. Istnieje kilka wersji dzieła, spisanych w różnych językach – greka, łacina, dialekty koptyjskie, ormiański i ge’ez. Kolejnym ważnym źródłem jest “Historia Mnichów Egiptu”, anonimowe dzieło spisane po grecku w okolicach 400 roku. Ma ona charakter relacji z wyprawy i opowiada o podróży grupy palestyńskich mnichów do Egiptu w 394 roku.

Oprócz utworów anonimowych są jeszcze prace Ewagriusza z Pontu, który osiedlił się w Kelli na terenie Dolnego Egiptu. Jest on powszechnie uważany za pioniera teologii monastycznej, a do jego najsłynniejszych dzieł zalicza się “Praktikos” (swego rodzaju instrukcja dla zainteresowanych życiem monastycznym) i “O Modlitwie”. Jego prace również zawierają wiele anegdot i zagadkowych powiedzeń. Warto wspomnieć także o pismach Jana Kasjana, których tłumaczenia spopularyzowały duchowość egipskiego monastycyzmu także na Zachodzie. Pochodzący z Galacji Paladiusz rozpropagował ją z kolei w Azji Mniejszej za sprawą “Historii Lausjańskich”. Wzmianki o mnichach pojawiają się także w “Historiach Kościelnych” autorstwa Euzebiusza z Cezarei (III/IV wiek), Sokratesa i Sozomena (V wiek).

Na sam koniec chciałem wymienić jeszcze bardzo ważne źródło, a mianowicie “Żywot Antoniego” autorstwa niejakiego Atanazego z Aleksandrii. Nie chce tylko sygnalizować ważności dzieła, ale także osobę samego autora. Atanazy, choć nie był mnichem, odegrał bardzo ważną rolę w ukształtowaniu pewnego wzorca monastycyzmu. Mianowicie: propagował on monastycyzm jako sojusznika kościoła prowadzonego przez biskupów, a mnichów ukazywał jako obrońców ortodoksji. Dzięki takim staraniom, mniszy ferwor, często bardzo nieformalny i mający “problemy” z formującą się doktryną, został w jakimś stopniu wykorzystany na rzecz zinstytucjonalizowanego kościoła. Myślę, że wiemy już wystarczająco dużo o warunkach panujących pod koniec III, i w IV wieku w Egipcie, żeby w następnym odcinku płynnie przejść do losów miejscowego monastycyzmu.

PS. Wielkie dzięki dla @robson7 za korekty, które sprawiają, że teksty są czytalne. No i wielkie dzięki dla czytelników, że im się chce przebijać przez takie ściany tekstu.

PS1. Będzie jeszcze max. 2 stronnicowy mini- odcinek o Atanazym, autorze “Żywota Antoniego” a potem już pustynia pełną gębą.

#gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #niedoszlahistoria #historia #zainteresowania #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #religia

Wyobrażenie największego schwarzcharaktera dla egipskich ortodoksów- Ariusza z Aleksandrii