Opublikowano:

Uwielbiam wybory…

Uwielbiam wybory parlamentarne z 1993. Wygrała je koalicja progu wyborczego z Victorem d’Hondtem.

Wybory 1993 odbyły się jako konsekwencja fatalnego parlamentu 1991-93, gdzie wejście do sejmu nie było obwarowane żadnym progiem wyborczym, przez co mieliśmy potężne rozdrobnienie polityczne i aż 3 rządy na przestrzeni 2 lat. Stabilność nie istniała. Praktyka parlamentarna jest taka, że zdecydowaną większość ustaw tworzy Rada Ministrów a parlament ewentualnie jest polem dyskusji na pomysły rządu. Rząd Hanny Suchockiej popierała koalicja 7 partii, od Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, przez Unię Demokratyczną po Polską Partię Przyjaciół Piwa. Brzmi jak żart, ale żartem było dopiero głosowanie nad wotum nieufności, które koalicja mogłaby wygrać, ale jeden z jej posłów w czasie głosowania był w toalecie (choć sam twierdzi, że w windzie). Uprawnienia Małej Konstytucji pozwalały Prezydentowi Wałęsie rozwiązać parlament, z czego skorzystał. Klasa polityczna była skompromitowana.

Aby uniknąć błędu z poprzedniej kadencji postanowiono ustanowić obowiązujące do dzisiaj progi wyborcze 5% dla partii i 8% dla koalicji wraz z metodą d’Hondta faworyzujący duże ugrupowania, zastępując lepiej od wzorującą wynik wyborczy metodą Sainte-Lague. Jakikolwiek partie by weszły do sejmu, koalicje rządowe miały być bardziej stabilne. Przede wszystkim potrzeba było znaczącej siły politycznej aby uchwalić nową konstytucję, bo nadal obowiązywała (z poprawkami) ta z 1952, którą napisał nam Józef Stalin. Takie rozwiązanie uchwalił Sejm z poprawkami Senatu, gdzie w obu izbach większość miały ugrupowania wywodzące się w prostej linii z obozu opozycyjnego z lat PRL. Logiczne jest, że skoro uchwalono ordynację korzystną dla dużych ugrupowań, stronnictwa polityczne powinny się jednoczyć, zaproponować ograniczoną liczbę list, iść na kompromisy programowe, etc.

Tak się nie stało xD. Ponad 1/3 wyborców(!) nie miała swojej reprezentacji w parlamencie. Wybory wygrało SLD, które było jedyną opcją polityczną, jaka wystawiła tylko jedną listę dla swoich wyborców. Osoby rozczarowane transformacją z PRL-owskimi sentymentami, czy po prostu betonowi PZPR-owcy mieli jedną partię reprezentującą ich interesy i skorzystali z ich oferty wyborczej. Zgarnęli nie całkiem szałowe 20,41%, które dzięki progowi i belgijskiemu matematykowi zamieniło się na całkiem sympatyczne 37% mandatów. Na partię Kwaśniewskiego (on był wówczas liderem ugrupowania) głosowało 2,8mln wyborców. Dla porównania, w 2019 na Lewicę zagłosowało 2,3mln wyborców (0,5mln mniej) co daje im teraz 10,6% mandatów w parlamencie. Drugi wynik wyborczy i najlepszy w swojej historii uzyskało PSL – 15,4% głosów zamienili na 28,7% mandatów. Wynik PSLu mógł być jeszcze lepszy, bo oni akurat nie byli jedyną opcją wyborczą dla wyborcy wiejskiego, do takiego też próbowali dotrzeć Samoobrona Leppera i PSL Porozumienie Ludowe Gabriela Janowskiego. Obie partie stworzyły koalicję, która przetrwała całą kadencję i dała trzy rządy – Pawlaka (jego drugi), Oleksego (afera Olina) i Cimoszewicza (trzeba było się ubezpieczać