Opublikowano:

SPOLSZCZENIE LWOWA Ten…

SPOLSZCZENIE LWOWA

Ten Lwów, który po roku 1527 na nowo powstał z popiołów w piękniejszej i ozdobniejszej szacie, miał już na sobie cechę polskiego miasta. Powoli lecz coraz potężniej wkraczał język polski wgłąb czysto niemieckich rodzin średniowiecznego Lwowa. Naprzód przynosiła go służba do gospodarstwa domowego i do zabawy dziecinnej. Dzieci niemieckich rodziców zaczęto wołać polskiem zdrobnieniem albo im wprost już polskie nadawać imiona*). Jest to dowodem, że obok niemieckiego już także i polski język zaczynał być rozumianym i używanym w tych rodzinach. Tak było już w czasach Kazimierza Wielkiego. .
*) Widać to z takich imion mieszczańskich jako Pieszko (Piotr), Paszko (Pawel), Jakusz (Jakób), Jurko; ba nawet już taki jekel przemienia imię swoje na Jekło.

Później coraz to większy wpływ zaczął wywierać zamek i kościół — oba stojące pod naczelnem polskich dygnitarzy kierownictwem. Gdy z początku tylko w kaplicy św. Katarzyny na Niskim Zamku usłyszeć było można polskie kazanie, już za pierwszych Jagiellonów w katedrze, w klasztorach Dominikańskim i Franciszkańskim bywał przynajmniej jeden kaznodzieja polski. Równocześnie wchodzić zaczyna do aktów miejskich zamiast pierwotnej niemiecczyzny łacina — język urzędowy grodu lwowskiego i wogóle całego polskiego państwa. W gronie ławników i w gronie rajców pojawia się już coraz więcej nazwisk polskich. Nareszcie za Zygmunta I następuje zupełny przełom w kościele i w urzędzie.

Żywioł polski do takiej już w pierwszych latach XVI w. doszedł równowagi z niemieckim, że w kościele katedralnym wystawiono naprzeciw siebie dwie ambony, jedną dla niemieckiego a drugą dla polskiego kaznodziei. Gdy oba kazania odbywały się równocześnie, przeto jedno drugiemu przeszkadzało, a stąd rozpoczął się spór, który przed kanclerzem Łaskim wytoczono. Wtedy to poraz pierwszy przyznano ważniejsze stanowisko żywiołowi polskiemu; kanclerz bowiem rozstrzygnął, że kazania polskie odbywać się mają w czasie sumy, niemieckie zaś w czasie porannej mszy cichej*). Opierali się wprawdzie Niemcy jeszcze czas jakiś, ale wkrótce niemieckie kazania w katedrze ustały całkiem — a w XVII wieku już tylko w jednym kościele św. Ducha głoszone było w tym języku słowo Boże.

W tym samym czasie co w kościele dogasał także język niemiecki i w urzędzie. Za panowania króla Zygmunta I niemieckie akta ustają całkiem, a panom rajcom już tak się obcym dla ogółu wydaje wszechwładny dawniej język, że każą akta niemieckie notarjuszowi miejskiemu tłumaczyć na język łaciński. Już też obok łacińskich pojawiają się coraz częściej akta w języku polskim. Przewagę jednak nad łaciną w urzędzie język polski zyskuje we Lwowie, jak w całej Polsce, dopiero w ciągu XVII stulecia.

Nie należy jednak sądzić, aby ustał też równocześnie z zanikiem języka przypływ żywiołu niemieckiego do naszego miasta. Wygasają wprawdzie dawne rody owych Stecherów, Sommersteinów, Klopperów, Zimmermannów, ale wypływają natomiast na wierzch inne nazwiska również niepolskie: Scholzów, Alnpecków, Boimów, Scharfenbergerów. Za króla Zygmunta Starego przybył do Lwowa kupiec wrocławski Wolfgang Scholz i ożenił się z córką zamożnego mieszczanina tutejszego Haza. Scholz, zostawiając po sobie podobno dwunastu synów i tyleż córek, stał się praojcem tak rozgałęzionej rodziny, „że wszystkie inne w niej się spływały jakby strumienie, w morzu”. Za króla Zygmunta Augusta przybyli z Freiburga w Badeńskiem Alnpeckowie i zasłynęli nauką, majątkiem i ruchliwością. Za Stefana Batorego przenieśli się do nas — nie z Niemiec wprawdzie, ale z sąsiedniej ziemi węgierskiej — ci Boimowie, których poważne twarze spoglądają na nas codziennie z murów Kaplicy Ogrojcowej. Ale ci wszyscy przybysze już w drugiem pokoleniu doskonale polskim językiem władali, w nim spisywali swoie zarobki i swoje kłopoty i czystą piękną polszczyzną żegnali się z tym światem, ostatnie swoje czyniąc zarządzenia. Na dowód tem pełniejszego zespolenia się z przybraną ojczyzną, nawet nazwiskom swoim dawali polskie brzmienie. Potomkowie Wolfganga Scholza zwali się Szolc-Wolfowiczami, Alnpeckowie przeinaczyli się na Alembeków, a Scharfenbergerowie przetłumaczyli nawet swoje nazwisko na Ostrogórskich.

Niemniej prędko polszczeli we Lwowie i przybysze z dalszego Zachodu. Jak dawniej Genueńczycy tak teraz napływali do Lwowa w znaczniejszej liczbie Włosi z Florencji i Wenecji. Rok 1580 zaznaczył się w historji naszego miasta głośnym a tragicznym wypadkiem, w którym właśnie Włoch główną odegrał rolę, Urban Ubaldini, młody potomek jednego z najszlachetniejszych rodów florentyjskich, zabił wśród zwady*) Pawła Jelonka, syna rajcy lwowskiego i miał już położyć szyję pod miecz katowski. Jednak wstawiła się za nim szlachta, a ojciec zabitego oświadczył wspaniałomyślnie wobec sądu, że woli po chrześcijańsku przebaczyć, niż karmić się krwią ludzką, która mu „ani żalu nie nagrodzi ani Syna nie wróci”. Ubaldini ułaskawiony pozostał we Lwowie i ożenił się podobno z Wilczkówną, a wkrótce rodzina jego zaliczała się do najruchliwszych przedsiębiorców handlowych w naszym grodzie. Inny Włoch Robert Bandinelli był pierwszym, który stałą pocztę urządził, we Lwowie za przywilejem króla Zygmunta III**).
*) Zimorowicz niesłusznie podaje, iż w zwadzie tej poszło o rękę panny Wilczkówny, gdyż z aktów się okazuje, że młody Jelonek był już żonatym. Por. znakomitą pracę o patrycjacie i mieszczaństwie lwowskiem Władysława Łozińskiego (wydanie 2-g-ie, str. 174—6).

Po ziomku Bandinellego Antonim Massari, który przez jakiś czas piastował godność konsula weneckiego w naszem mieście, pozostał jako pamiątka pięknie wykonany lewek św. Marka, herb Wenecji, na kamienicy rynkowej, która była jego własnością (dziś l. 14). Zasłynęli jeszcze we Lwowie i inni Włosi, szczególnie w budownictwie, a z nich przedewszystkiem Paweł Rzymianin, architekt wołoskiej cerkwi. Wszyscy oni przyswajali sobie równie prędko jak Niemcy język i obyczaje polskie i równie często przemieniali na polskie swoje nazwiska.

To samo odnosi się także do Anglików i Szkotów, do owych Whigtów, Allandtów, Forbesów, którzy wybitną wówczas rolę grali w kupiectwie lwowskiem a zajmowali dla siebie jedną całą ulicę*)- W archiwum miejskiem zachowała się ciekawa korespondencja handlowa Forbesa w języku angielskim. Syn tego Szkota nie pisze już po angielsku, ale z początku po niemiecku, a w dalszym ciągu po polsku.

Wobec tego wszystkiego Lwów za dobrych czasów chętnie widział osiadających wśród murów swoich cudzoziemców. Ci zaś nawzajem przynosili mu w darze owoce różnych cywilizacyj i zalety plemion rozmaitych: niemiecki zmysł porządku, włoską ruchliwość, angielski rozum kupiecki. Jednego tylko Lwów nie znosił: odstępstwa od kościoła rzymskiego. Luteranie, Kalwini i inni zwolennicy reformacji musieli albo powrócić na łono dawnego kościoła albo opuścić to miasto, które się chętnie tem chlubiło, że jest „na wskroś katolickiem gniazdem” (catolicissima patria) **).

„Historia miasta Lwowa w zarysie”

Fryderyk Papée
Lwów- Warszawa 1924

#ukraina #lwow #ciekawostkihistoryczne #historia