Opublikowano:

Parchy dobrze wam tak”…

Parchy dobrze wam tak”
Co powie prokurator na historie takie jak ta? Fragment książki Anny Bikont „Sendlerowa. W ukryciu”. W świetle uchwalonej właśnie przez polski Sejm i podpisanej przez prezydenta ustawy „historycznej” od razu pojawiają się pytania: czy Anna Bikont za takie jak ta książki, w których obok przykładów polskiej wielkości są przykłady polskiej podłości, może zostać ukarana, czy będzie musiała się tłumaczyć przed prokuratorem czy sądem?
Ustawa wyłącza prace naukowe. Ale książka o Irenie Sendler, choć posiada setki przypisów i wskazań źródeł, to nie jest pracą naukową, powstałą np. pod patronatem Polskiej Akademii Nauk. To jest praca reporterki, dokumentalistki, dziennikarki. Osobista podróż w tamte czasy. Próba reporterskiej rekonstrukcji, oczywiście, na ile się da, ze strzępów śladów i rozmów. Czy Anna Bikont będzie mogła teraz swobodnie pisać?
„Janka mnie nauczyła, jak gnój zbierać, jak kartofle wykopywać z pola. Gdy zobaczyła, że już umiem, i znalazł się gospodarz, który chciał mnie nająć do pracy, zostawiła mnie. Uznała, że jestem bezpieczna i że jej obowiązkiem jest teraz wyprowadzić z getta mojego brata.
Do gospodarza przychodzili wieczorem koledzy, mówiło się na nich „partyzanci”, byli z AK.
Ten mój był kuzynem gospodarzy i zachodził do nich często. Jak pierwszy raz poszedł za mną do stodoły, chciałam krzyczeć, a on: „Cicho siedź, Rebeka”. W ciągu dnia się drażnił z gospodarzem, pytał: „Co ty byś zrobił, jakbyś Żyda u siebie znalazł?”. Gospodarz: „A bym widłami zatłukł”. To nie były tylko gadki. Wiedziałam, że mój gospodarz naprawdę by mnie zabił. To było między Wołominem a Radzyminem, on z innymi partyzantami urządzał polowania na Żydów, z widłami. Polowanie na Żydów to był wtedy narodowy sport. Noce wciąż były te same. Kuzyn gospodarza pił z gospodarzem, gwałcił mnie, szedł spać. Nie miałam dokąd pójść. Czekałam na Jankę.
Janka tymczasem próbowała przedrzeć się do Alka. Getto zajmowało już znacznie mniejszą powierzchnię, tak że nie przejeżdżał tamtędy żaden tramwaj, musiała podejść do bramy. Miała pieniądze na przekupienie wachy. Wywiązała się szarpanina. Zastrzelili ją. Ale o tym Renata dowiedziała się dopiero po wojnie.
Pewnego razu była w kościele ze swoimi gospodarzami i zobaczyła koleżankę z klasy z S. Ta też ją zauważyła.
– Chciałabym mieć w pamięci chociaż jedno przypadkowe spotkanie, żeby ktoś raz podał mi pomocną dłoń. Ani razu. Wiedziałam, że zginę i nikt nie będzie miał pojęcia, jak zginęłam. Nie wiem, dlaczego właśnie tego się najbardziej bałam, że zginę bez śladu. Koleżanka mrugnęła mi w kościele i się uśmiechnęła. To był ten jeden uśmiech, który dostałam w czasie wojny. Nazajutrz, w poniedziałek z samego rana przyszli po mnie. Musiała mnie zadenuncjować. Może nie doniosła, tylko wypaplała komuś i ten ktoś doniósł? Bez znaczenia. Wiedziała, że paplając, ryzykuje cudze życie. Przyjechał po mnie leśniczy, nawet nie polski policjant, żeby mnie wziąć na przesłuchanie. Wiózł jeszcze parę osób i wziął na podwodę tego AK‑owca, co mówił na mnie „Rebeka”. Nie powiem jego imienia i nazwiska, chociaż je znam. Siedziałam z frontu. Ci, co jechali ze mną na wozie, próbowali uciec. Pewnie to nie byli Żydzi, bo Żydzi, których łapali, byli wykończeni, zrezygnowani i nie mieli dokąd uciekać. Wywiązała się bójka, woźnica, mocując się z nimi, dźgnął mnie nożem. I wtedy ten mój gwałciciel powiedział: „Spierdalaj, Krysia”. https://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/parchy-dobrze-wam-tak-co-powie-prokurator-na-historie-takie-jak-ta,139,2481
#ksiazki http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4749426/sendlerowa-w-ukryciu
#wojna #polska #ciekawostkihistoryczne #historia #zydzi #neuropa #polityka

Powered by WPeMatico