Opublikowano:

No i finalnie przechodzimy do…

No i finalnie przechodzimy do rzeczy, aczkolwiek tematu na pewno tutaj nie wyczerpiemy. Zaczynamy od osobistości powszechnie kojarzonej jako prekursora monastycyzyzmu chrześcijańskiego – Antoniego, zwanego również Wielkim, dla odróżnienia od innych świętych o tym samym imieniu. Z poprzednich odcinków wiemy już, że Antoni nie był wcale pierwszym mnichem, a monastycyzm nie narodził się w Egipcie. Tytuł “Ojca Wszystkich Mnichów”, jaki często pada w odniesieniu do niego nie jest jednak przesadzony – zwłaszcza, że jego znaczenie nie ogranicza się tylko do wpływu na monastycyzm, o czym zresztą zaraz się przekonamy.

Na dzień dobry wypadałoby zacząć od tego, skąd czerpiemy wiedzę na temat Antoniego i jego żywota. Głównym źródłem jest, nomen omen, “Żywot Antoniego” autorstwa – Atanazego (o którym więcej w nadchodzącym miniodcinku). Źródło to, jakkolwiek obfitujące w informacje, jest dosyć problematyczne. Nie jest ono biografią w dzisiejszym tego słowa rozumieniu. Jego wydźwięk jest raczej podobny do czegoś, co dziś nazwalibyśmy skrzyżowaniem literatury przygodowej z legendą i opowieściami ludowymi. Element nadprzyrodzony jest tu obecny na każdym kroku, a nieustraszony główny bohater nie przestaje nas zadziwiać.

Potrafi zjednać sobie każdego – od krokodyli żyjących w Nilu, po uczonych filozofów. Jest w stanie przetrwać przez lata w opuszczonym i nawiedzonym grobowcu pośrodku pustyni. Jego mądrość pozwala mu znać przyszłe wydarzenia i sprawia, że rady szukają u niego wszyscy – od niepiśmiennych chłopów, po samego cesarza. Leczenie ze śmiertelnych chorób, których medycy nie potrafią nawet sklasyfikować, jest załatwiane od ręki. Najpotężniejsze demony są bezradne i nie potrafią w żaden sposób zwieść Antoniego. Że brzmi to jak typowa późnoantyczna/średniowieczna hagiografia? No tak, ale nie dlatego, że dzieło czerpie z tego nurtu – ono ten nurt tworzy. Ustalone przezeń ramy biografii świętych będą obowiązywać przez następnych 1000 lat z okładem.

Nie jest to jednak, jak zauważa Gregg, jedyny wymiar tego dzieła, które notabene dobrze wpisuje się w ramy tego jak biografie rozumiano w starożytności. Z całej tej plątaniny motywów i nadprzyrodzonych opowieści można wyciągnąć sporo materiału jak najbardziej historycznego. Dzieło zawiera również (co zauważył już Grzegorz z Nazjanzu) “regułę życia mniszego w formie narracji”. Pokrywa się to z tym, co mówił o nim sam autor, twierdząc, że spisał je na prośbę anonimowych mnichów nie będących Egipcjanami, chcących jednak poznać praktykę Antoniego. Głównymi odbiorcami mieli być chrześcijanie zainteresowani monastcyzmem i dlatego tekst roi się od nawiązań do Biblii.

Atanazy przewidział jednak, że za lekturę mogą zabrać się także innowiercy. Zadbał zatem o motywy apologetyczne i nawiązania do kultur niechrześcijańskich. Opisał na przykład rzekome spotkanie Antoniego z helleńskimi filozofami, którzy nie potrafili zagiąć mnicha w debacie na temat logosu i platonizmu. Uczeni tacy jak Reitzenstein dopatrują się zapożyczeń z dzieł, takich jak “Żywot Apolloniusza z Tiany”, “Żywot Plotyna” czy podań o Pitagorasie. W pewnym momencie Atanazy opisuje Antoniego, który po transformacji opuszcza swoją pustelnię, językiem greckich misteriów: “jakby z jakiego sanktuarium, wtajemniczony w misteria, zapoznany z tajemnicą i wypełniony Bogiem”.

Przy tej okazji przedstawia również monastycyzm w sposób mogący przyciągnąć bardziej wysublimowanego czytelnika – jako drogę do poznania samego siebie i rzeczywistości: “cnota nie jest poza naszym zasięgiem ani na zewnątrz, klucz do jej urzeczywistnienia mamy w sobie, a jej osiągnięcie nie jest trudne jeśli tylko zechcemy”, bo jak mówi Chrystus: “Królestwo Boże jest w was”. Jest to kluczowa uwaga, jako że wiedza i obeznanie Antoniego, w przeciwieństwie do filozofów, nie biorą się z lektury opasłych tomiszczy – jej źródłem jest poznanie prawdziwej natury stworzenia, możliwe dzięki przeżyciu i doświadczeniu Boga. Praktyka religijna jawi się tutaj, jako ostateczne zwieńczenie poszukiwania prawdy.

Według “Żywota”, Antoni był prostym chłopem z prowincji. Atanazy mówi o analfabetyźmie, co kłóci się z tym, że przypisuje mu się siedem listów (co ciekawe o listach Antoniego wspomina Atanazy w swoim dziele, jakby zapominając o analfabetyźmie). Historia zaczyna się od osierocenia głównego bohatera i jego siostry. Rodzice zostawiają mu spory, jak na ówczesne standardy, majątek. Osiemnastoletni bohater poruszony chrystusowym “idź, sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj ubogim” wysłuchuje rady Jezusa. Udaje się do sąsiedniej wioski, gdzie zostaje uczniem starszego stażem mnicha. Przy okazji odsyła siostrę na wychowania “w dziewictwie” do żeńskiej wspólnoty ascetycznej.

Mamy tutaj zatem kolejne potwierdzenie, że Antoni nie był pierwszym mnichem, ale jak zauważa autor “nie było wówczas zbyt wielu klasztorów w Egipcie, a żaden mnich nie żył na pustyni”. Ruch monastyczny rozwijał się blisko zamieszkanych ośrodków. Na tym między innymi miała polegać rewolucja Antoniego, ale nie uprzedzajmy faktów. Póki co, został niejako “nowicjuszem” u starego mnicha i zaczął wdrażać się w ascetyczne praktyki. Zapewne (zwłaszcza jeśli czytaliśmy przedostatni odcinek) mamy teraz przed oczyma bicze, głodzenie się na śmierć czy inne tam dzikie zwierzęta.

Niesłusznie, bo słówko “ascetyczny” użyte jest tutaj w nawiązaniu do swojego pierwotnego, sportowego znaczenia (greckiego askēsis) czyli czegoś w rodzaju reżimu treningowego. Mnich, podobnie jak sportowiec, jeśli chciał dojść do celu, musiał trzymać się wymagającej rutyny, która stopniowo przesuwa granice jego wytrzymałości i poznania. W przypadku sportowca chodziło jednak o zwiększenie masy mięśniowej, względnie kondycji, w przypadku zaś mnicha, o zmaksymalizowanie stanu uważności (w sensie angielskiego “watchfulness”). Z tego powodu Antoni spędzał dzień na modlitwach i pracy manualnej.

Tu pojawiają się pierwsze schody wynikające z pojęć. Przeciętnemu człowiekowi modlitwa kojarzy się z “klepaniem paciorów” względnie prośbami “Boże spraw żebym zdał egzamin/znalazł dziewczynę/chomik Wacław odzyskał zdrowie”. Co kumatszy katolik zna zapewne metodę rozmyślania o Bogu, raju, świętych itd. na modłę “Ćwiczeń duchowych” Loyoli. Nie o to tu jednak chodzi. To nie są modlitwy charakterystyczne dla wschodniej duchowości. Wschodnich jest bardzo dużo i nawet nie będę próbował tutaj wgłębiać się w temat. Na początkowych etapach generalnie zaleca się w pełni świadome powtarzanie fraz modlitewnych i ich słuchanie. Zasadniczym celem jest dojście do levelu na którym modlitwa “modli się sama” a modlący się nie ma w umyśle żadnych obrazów i jest to raczej stan niżeli czynność. Nie brakuje też poglądów w myśl, których modlitwa powinna być bezsłowna- na przykład Ewagriusz z Pontu.

Modlitwa powinna być nieprzerwana, zgodnie ze słowami świętego Pawła. Modlący się na modłę wschodnią pozostaje czujny i doświadcza stanów przez jakie przechodzi, dystansuje się od myśli i pasji a jego umysł otwiera się na Boga. Co to dokładnie znaczy to zdaniem mnichów jest poza naszym zasięgiem (chyba, że się tak modlimy). Tutaj znowu jest pewna różnica – umysł, to nie to samo co rozum. Chodzi o grecki “nous”. Termin ten jest bardzo rozległy – przyjmijmy uproszczoną i skróconą definicję: to zmysł/przymiot duszy, który umożliwia poznanie Boga (poznanie w sensie doświadczenie, przeżycie, a nie racjonalne zrozumienie, bo te jest niemożliwe). Niestety – w tekście trzeba będzie kilka razy wtrącać takie dygresje, bo religijność rzymskokatolicka (kształtująca nasze postrzeganie) bywa bardzo różna od innych.

Pół biedy, kiedy stykamy się z tradycjami, które operują na innych pojęciach. Gorzej, gdy pojęcia są takie same albo podobne, ale mają inne znaczenie. Wyobrażanie sobie nieba, aniołów, scen biblijnych czy Jezusa, tak powszechne u rzymskich katolików czy protestantów, jest bardzo mocno odradzane przez wschodnich świętych w Filokaliach a docelowo modlący się ma być totalnie “poza” nimi. Niby i to i to chrześcijańska modlitwa, a jednak nie do końca. Terminologiczny odpowiednik “false friends” – wyrazów które brzmią/wyglądają podobnie, ale znaczących coś innego (np. włoska “curva” – krzywa, zakręt, łuk versus polska “kurwa”). Protip: jak chcecie wkurzyć prawosławnego, to zacznijcie mu cytować polskie tłumaczenia np. fragmentów z Jana Klimaka.

Praca, o której wspomniałem zanim ugrzęźliśmy w dygresji, miała dwa cele: zapewnić mnichowi źródło utrzymania oraz utrzymywać go w stanie uważności. Z tego tytułu popularne były zajęcia pokroju plecenia koszy czy innych manualnych robót. Określone pory chodzenia spać i wstawania miały służyć temu samemu celowi. Dieta mnichów była bardzo skromna i oparta głównie na chlebie, wodzie i soli. Żeby nie było za łatwo – posty były bardzo częste. Czemu? Tutaj znowu musimy uciec się do dygresji. Mnisi, a za nimi wschodnie kościoły, radykalnie odrzucają dualizm i wierzą w pełną synergię duszy i ciała. Ciało nie tylko nie jest przeszkodą w zbawieniu, ale zdaniem wielu świętych (np. mnicha i Ojca Pustyni Makariusza Wielkiego) jednym ze środków do niego.

W skrócie – chcesz mieć czysty umysł? Musisz zadbać o to żeby mieć “czyste” ciało. Jest to zresztą kolejny powód, dla którego mnisi pracowali fizycznie. Wychodzili z założenia, że zaniedbując ten aspekt, nie wykorzystają w pełni praktyki modlitewnej. No dobra, ale po co mnichowi (albo wiernemu) “czysty umysł” i cała ta uważność? I tutaj znowu dygresja i to chyba nawet dalej idąca niż poprzednie, bo musimy cofnąć się aż do początku, czyli stworzenia człowieka. We wschodniej tradycji chrześcijańskiej wierzy się, że pierwotny, naturalny stan człowieka był inny niż ten obecny. W skrócie – człowiek żył w idealnej synergii z Bogiem. Nie doświadczał chorób, śmierci, pasji, przemocy i pożądania, a zatem nie znał cierpienia. Nie musiał też korzystać z wyobraźni ani z rozumu, bo prowadziła go łaska. Ten stan rzeczy trwał aż człowiek odrzucił Boga, co doprowadziło do upadku nie tylko jego pierwotnej natury, ale także całego stworzenia. Efekty są dobrze znane każdemu, kto miał okazję być żywy.

Co to ma wspólnego z wyżej opisanymi praktykami? Sporo. W zamierzeniu są one kluczem do powrotu do pierwotnego stanu. Umysł musi być czysty, aby otworzyć się na łaskę, która przywraca prawdziwą ludzką naturę. Stąd konieczność kontemplacji, modlitwy i uważności – sprawiają one, że praktykujący wznosi się ponad rozum i pasje (czyli pokusy i przywiązania), które niejako trzymają go w upadłym, nienaturalnym stanie. Powrót do pierwotnej natury zbliża człowieka do Boga na tyle, że zostaje on przebóstwiony, czyli zjednoczony ze swoim Stworzycielem.

Ufff. Wróćmy do losów Antoniego. W trakcie nowicjatu regularnie stykał się on z pokusami, tęsknił za przyjaciółmi, ucztami, wystawnym jedzeniem i kobietami. Po pewnym czasie Antoni zakończył pobieranie nauk i na własną rękę przeniósł się do nekropolii leżącej w pobliżu wsi. W tej niemal gotyckiej scenerii szatan nadal próbował “zapaskudzić” umysł Antoniego pokusami, myślami i obrazami. Z plastycznych opisów tych nękań wziął się popularny w sztuce motyw świętego otoczonego przez demony. Antoni, według opisów Atanazego, okazał się jednak wyjątkowo odporny. Nawet on jednak był tylko człowiekiem i pewnego razu był bliski “pęknięcia”. Wtedy jednak pojawił się Bóg, cały na biało.

Kuszenie, pokusy i stojące za nimi demony zniknęły jak ręką odjął. I tak, według Atanazego, Antoni osiągnął stan apathei (czyli stan niepodatności na pasje). Po tej przemianie wywędrował na pustynię, gdzie osiedlił się w opuszczonym starym forcie i został anachoretą (pustelnikiem) na pełen etat. Sam termin anachoreta (od anachōrētḗs) jest tutaj wymowny – “ten, który wycofał/oddalił/ odciął się”- w tym konkretnym wypadku od świata. I znowu musimy wyjaśnić sobie, o jaki świat tutaj chodzi. W kontekście wschodniego chrześcijaństwa, świat nie oznacza tutaj stworzenia jako takiego, ale ogół pasji. Stąd często powtarzany motyw o stawaniu się “martwym dla świata” – to znaczy odcięciu się od pasji.

Antoni miał spędzić 20 lat na pustyni. To, że żył w odosobnieniu nie oznaczało, że nikt o nim nie wiedział. Jego sława sprawiła, że wielu przychodziło do jego pustelni, on jednak pozostawał za zamkniętymi drzwiami, zza których dobiegały odgłosy wydawane przez demony bezustannie kłębiące się nad świętym. Pewnego dnia jęki, krzyki i uderzenia były tak donośne, że ludzie koczujący pod fortem wyważyli drzwi. Ich oczom ukazał się nietknięty Antoni, który przez cały ten okres czasu nie postarzał się ani o dzień. Co więcej emanował jakimś nadludzkim spokojem i sama jego obecność wystarczyła, aby uzdrowić chorych, pogodzić skłóconych i nawrócić grzeszników.

Świadkowie wydarzenia zostali pierwszymi uczniami Antoniego. Atanazy portretuje tutaj świętego, jako prekursora pustynnych wspólnot, pisząc: “od tego czasu w górach zaczęły pojawiać się klasztory, a pustynia została zamieniona w miasto przez mnichów, którzy opuszczali swoje wspólnoty i zgłaszali się po obywatelstwo niebios”. Zasiedlenie pustyni było prawdziwą rewolucją (co może umykać ludziom, którzy znają Las Vegas). Następuje długa przemowa, w której Antoni opowiada o demonach, ich sztuczkach, regułach życia mniszego i sposobach na pozostanie wolnym od pasji. Atanazy przedstawia następnie życie Antoniego i jego uczniów, jako “męczeństwo dnia codziennego” wskazując, że do świętości wystarczy codzienna praktyka i praca nad słabościami, nie trzeba zaraz ginąć w prześladowaniach.

Późniejsze opisy dotyczą podróży świętego na Wschodnią pustynię i założenie klasztoru i ogrodów uprawnych, które znajdują się tam do dzisiaj. W nowym miejscu zyskuje kolejnych uczniów i oni także przechodzą instruktaż. Oprócz tego Antoni podróżuje między swoimi wspólnotami, i zapuszcza się nawet do Aleksandrii. Tam, oczywiście dokonuje cudów, uzdrawia, przepowiada przyszłe wydarzenia, poucza filozofów, sędziów i samego cesarza. Tego ostatniego informuje, że nie może czuć się zbyt pewnie z racji swojej pozycji i podlega tym samym kryteriom co inni. Według “Żywota” Antoni dożył 105 roku życia. Przed śmiercią poucza jeszcze swoich mnichów o konieczności modlitwy, zachowania umysłu czystym i, oczywiście, konieczności sprzeciwiania się heretykom i schizmatykom. Po udzieleniu ostatnich instrukcji umiera.

To tyle jeśli chodzi o “Żywot Antoniego”. Obszernie, prawda? Te wstawki o modlitwie, umyśle, ciele, świecie i uważności – po co? Przecież ta seria ma dotyczyć historii, a nie rozkminiać przesłanie, nauczanie czy metafizykę? Śpieszę z wyjaśnieniami – wszystko to jest ważne także z historycznego i literackiego punktu widzenia. Praca Atanazego i idee, które się tam przewijają stanowią podstawy tego, jak chrześcijaństwo rozumieją kościoły orientalne i prawosławne. Stały się one jednym z ważniejszych źródeł doktryny i życia religijnego tych wspólnot, a słynne “Bóg stał się człowiekiem aby człowiek stał się bogiem” odbija się głośnym echem w całej wschodniej teologii (wspomniane przebóstwienie).

Dzieło to, nie tylko przysłużyło się rozpropagowaniu idei monastycznej na cały chrześcijański świat (zwłaszcza na Wschodzie), dało początek gatunkowi “złotych legend”, ale także głęboko wpłynęło na sposób myślenia i postrzegania religii i życia religijnego oraz masowej wyobraźni. Widać w nim fundamenty, na których bazować będzie cały ruch stworzony wokół Ojców Pustyni, reprezentowany przez takie znamienitości, jak Grzegorz z Nazjanzu, Symeon Nowy Teolog, Grzegorz Palamas, Pseudo-Dionizy, Jan Klimak, Izaak Syryjczyk czy Jan Chryzostom. Dzieło to i zawarta w nim krytyka arianizmu miały także duży wpływ na to, jak ukształtował się nurt chrześcijaństwa, który od przełomu IV i V wieku zyskał miano ortodoksyjnego i jest protoplastą wszystkich większych, współcześnie istniejących denominacji.

Ok, poznaliśmy znaczenie “Żywota” w dziejach chrześcijaństwa, ale co z Antonim? Musimy odwołać się do innych źródeł. Zacznijmy może od wspomnianych już listów, których autorstwo się mu przypisuje. Antoni z listów ma niewiele wspólnego z obrazem prostaczka-analfabety. Przebija z nich obraz nauczyciela, pokazującego, że religia, to droga do poznania samego siebie: “Wiem, że ten, kto zna siebie zna także Boga”. Gnosis gra tutaj bardzo dużą rolę. Nie chodzi o tę gnostycką, bo u Antoniego i jego spadkobierców nie jest to jakaś sekretna wiedza dla elity, ale coś, czego każdy może doświadczyć. Taka gnosis, to prawdziwa teologia – nie próby wyrażenia i usystematyzowania czegoś, czego nie da się ogarnąć, ale wiedza o Bogu wynikająca z życia z nim .

Antoni z listów to nie tylko nauczyciel, ale także intelektualista, znający dorobek poprzedników. Był zaznajomiony z poglądami Orygenesa i wyrażał się dość podobnie, pisząc o pierwotnym stanie umysłu i upadku, co wiązał z prawdziwą naturą człowieka: “każdy grzech i każde oskarżenie jest obce naturze naszej duchowej esencji”. Sposób w jaki opisuje Chrystusa jest również podobny do Orygenesa – Chrystus jest lekarzem, który podnosi ludzkość ze stanu upadku i pokazuje jej prawdę o niej samej. Praktyka modlitewna i wyrzeczenia nie są sztuką dla sztuki, tylko interakcją z Bogiem, który obdarza łaską tych, którzy go szukają i umożliwia im zbliżanie się do siebie.

Kolejną dużą różnicą jest sposób opisu demonów. Te z listów, to nie powykręcane poczwary rzucające się na mnichów czy piękni ludzie kuszący wdziękami, tylko niematerialne siły, karmiące po cichu ludzki umysł pasjami, odciągając go od Boga. Autor uważa, że potrzeba uważności i praktyki aby dostrzec źródło pasji i nauczyć się nieulegania im. Co ciekawe listy zawierają także potępienie arianizmu. W tym świetle potępienie z “Żywotów” nie byłoby zatem tylko zabiegiem propagandowym Atanazego. Kwestia autorstwa listów jest jednak debatowana, a niektórzy ją podważają. Pewnym argumentem za, są listy przypisywane Amonowi, uczniowi Antoniego, gdyż generalnie powtarzają one te same wątki i opinie.

Jeszcze nieco inny obraz Antoniego znajdujemy w “Apoftegmatach Ojców Pustyni”. Jest on bardzo podobny do sposobu w jaki prezentowani są inni bohaterowie – ukazany jest przede wszystkim jako Ojciec, opiekun i nauczyciel młodych mnichów. Jawi się tutaj jako zwolennik nie przejmowania się sprawami doczesnymi i prowadzenia prostego życia. Nie jest radykałem i krytykuje mnichów, którzy przesadzają – np. w anegdocie o łowczym, który oburzył się widząc wesoło gaworzących mnichów. Antoni poprosił go, aby z dużą szybkością strzelał z łuku, na co ten odpowiedział, że broń może nie wytrzymać i pęknąć. Mnich puentuje wówczas, że tak samo dzieje się z człowiekiem, który przesadza z wyrzeczeniami.

Różnica między “Żywotem” i “Listami”, a “Apoftegmatami” polega przede wszystkim na tym, że w tych ostatnich prawie w ogóle nie ma wypowiedzi na temat doktryny i prób zdefiniowania religii. Rady, jakich udziela nie są oratorskimi popisami, ale oszczędnymi wypowiedziami, często przewrotnymi i zagadkowymi – jak np. w anegdocie, w której pyta swoich podopiecznych o interpretacje biblijnego fragmentu. Mnisi dwoją się i troją, ale Antoni jest nieusatysfakcjonowany. Ostatni z nich mówi, że nie ma pojęcia jak rozumieć fragment, a Antoni mówi wówczas, że tylko on tak naprawdę zrozumiał w czym rzecz. W innej Bóg mówi Antoniemu wprost, żeby nie zastanawiał się za bardzo i zaufał opatrzności.

Antoni nie zostaje przedstawiony jako nadczłowiek. Owszem, wyróżnia się spokojem i aurą, ale są również wzmianki o jego problemach i wątpliwościach odnośnie cierpienia, chorób itd. Widać także wewnętrzny konflikt gdy otrzymuje list od cesarza. W “Żywotach” wręcz pouczał władcę – tutaj początkowo chciał jechać do stolicy, zatrzymał go jednak inny mnich mówiąc, że zaprzepaści w ten sposób to, co do tej pory zrobił. Idealnym podsumowaniem opisu świętego w tym dziele jest pierwsza z anegdot o nim. Antoni miota się atakowany przez pasje i rozpaczliwie prosi Boga o wskazanie mu ścieżki do zbawienia. Otrzymuje wówczas wizję, w której na przemian modli się i pracuje. Głos mówi do niego: “rób tak, a będziesz zbawiony”.

Który z tych opisów jest bliższy historycznej prawdy? Powszechnie przyjmuje się, że narracja Atanazego minus nadprzyrodzone zjawiska dość dobrze opisuje koleje jego losów. Listy oraz wzmianki z innych źródeł, przedstawiające go jako osobę inteligentną i dobrze obeznaną z intelektualnym życiem epoki, sprawiają, że historycy wątpią w opisy o braku wykształcenia i obycia – traktują je jako ozdobnik, mający uwypuklić niezwykłość głównego bohatera, z którego niby taki prostaczek, a tak ogarnia. Bardzo więc możliwe, że historyczny Antoni, jakkolwiek był zwolennikiem prostego życia i nie zaśmiecania sobie głowy, był tak naprawdę wykształconym człowiekiem.

Co do rozumienia chrześcijaństwa – nie do końca wiadomo czy poglądy jakie wyraża Antoni w “Żywotach” nie są propagandowym zagraniem autora pisma. Jeśli jednak listy są autentycznym dziełem Ojca Mnichów albo chociaż powstały w jego otoczeniu, to wydaje się, że Atanazy dość wiernie oddał jego przekonania.

W tym odcinku poznaliśmy pierwsze rewolucje chrześcijańskiego monastycyzmu – przeniesienie się na pustynię, pojawienie się jakichś ram i interpretacji mniszej praktyki oraz rozpropagowanie tego wzorca. W IV wieku mnisi zaczęli wyrastać na bohaterów chrześcijaństwa i kościołów. W kolejnym poznamy Pachomiusza i dowiemy się co takiego wiąże się z jego osobą, że historycy wymieniają go na jednym oddechu z Antonim.

PS. Klasycznie wielkie dzięki dla @robson7 za nierówną walkę z przecinkami i kropkami, która jednak, jak mi wiadomo, przynosi mu nierzadko mucho satysfakcji 😉

PS1. W tekście pojawia się kilka pojęć stricte związanych z religią, które próbuje w jakiś sposób przybliżyć czytelnikowi – zastrzegam jednak, że są to bardzo uproszczone i kulawe wyjaśnienia skrojone na potrzeby tekstu. Czynię to zastrzeżenie, żeby potem nie było, że “hurr nie oddałeś tego durr do końca”. Zresztą jak mam oddać jak sami zainteresowani twierdzą, że się nie da?

PS2. Warto też dodać, że w czasach Antoniego wiele z omawianych tutaj praktyk i pojęć z nimi powiązanych nie było jeszcze w pełni uformowane. Tradycyjnie przyjmuje się, że tradycja hezychastyczna ukształtowała się w pełni w między X a XIV wiekiem, ale jej początki są ściśle związane z przełomem III i IV wieku i Ojcami Pustyni i ich duchowością.

#gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #niedoszlahistoria #historia #zainteresowania #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #religia

Wjazd do klasztoru Świętego Antoniego w Egipcie