Opublikowano:

Aktualizacja Historia pewnej…

Aktualizacja
Historia pewnej paczki. (Upoważniam do udostępniania)
Pozwolicie mi, że uczynię Was świadkami pewnej świeżej oraz wciąż aktywnej historii, w której postanowiłem wysłać coś z Polski na Spitsbergen.
Przesyłkę stanowiła paczka o wadze do 40 kg o wymiarach 70/50/70 cm. Niemała jak widać, ale jak pokazuje historia – łatwa do zagubienia.
A ponieważ dziś obiecałem firmie, że będę o tym informować wszystkich – zatem to czynie, a jeśli chcecie to możecie udostępnić. Zanim temat nabierze innego wymiaru.
Start.
26 lipiec 2018. Nawiązałem kontakt z firmą i uzyskałem informacje telefoniczne, że są w stanie w ciągu 5 dni dostarczyć paczkę na Spitsbergen. Zależało mi na terminie do 10 dni, więc był delikatny zapas. Założyłem konto, zamówiłem kuriera, opłaciłem, wypełniłem deklaracje celna. Postanowiłem czekać. Paczka czekała w Gdańsku (u Grzegorza) kontakt podany kurierowi.

27 lipiec piątek. Od Grzegorza dostałem informacje, że dzwonił kurier i powiedział, że dziś nie odbierze, przyjedzie w poniedziałek, bo i tak przez weekend leżałaby w magazynie.
Ok, jak widać zakaz handlu rozszerzył się na inne dziedziny. Miałem pecha, nie trafiłem w odpowiedni weekend. Ja ostatni przed wyjazdem weekend spędziłem w całości w pracy.

30 lipiec poniedziałek, 4 dzień od zamówienia kuriera. Internetowy status zamienienia, śledzenie przesyłki zawiera informacje:
2018-07-26: 15:19 Katowice Zlecenie przyjęte do …; 2018-07-26 08:20 zarejestrowana
Jeszcze spokojnie czekam, ponieważ mam informacje, że ma przyjechać kurier. Kurier przyjeżdża do Grzegorza popołudniu i odbiera paczkę.

31 lipiec wtorek. Status internetowy zamówienia się nie zmienia. Wydawało mi się, że w dzisiejszych czasach dzieje się to online. Do 12 wytrzymuje, wtedy kontaktuje się telefonicznie i przez komunikatora.
Uzyskuje informacje:
– że przesyłka jeszcze nie została odebrana z Gdańska,
– czy jestem pewien, że ktoś ją jednak odebrał,
– że mogą wysłać po nią kuriera,
a po moich uwagach, że wczoraj kurier wziął paczkę , to że szybko zorientują się w oddziale. Wszak przecież rozmawiam z centralą. Ok. Proszę o szybką informacje, mam przecież jeszcze opcje dowiezienia jej samodzielnie samolotem wraz ze mną.
Przy okazji dowiaduje się, że podany termin usługi nie zawierał czasu na cle. Ciekawe. A ile zajmuje procedura na cle? Nie wiadomo. Ale chyba Państwo posiadacie jakieś doświadczenie w tej sprawie, chyba na mnie nie testujecie pierwszej przesyłki do Norwegii? Nie wiadomo.
Zatem czekam.

Kilka godzin później dzwonię i kontaktuje się ponownie. Pomimo, że za każdym razem podaje numer przesyłki rozmowa toczy się od początku. Nie wiadomo gdzie ona jest, chyba jeszcze kurier nie odebrał, sprawdzą w oddziale i dadzą znać mailem lub telefonicznie. Pytam kiedy dostanę odpowiedz. Okazuje się, że najszybciej jak się da.
Pytam co to znaczy? Nie wiadomo. Proszę zatem o numer telefonu oddziału i sam ustalę co się dzieje. Mam przecież szanse, gdzieś zlokalizować kuriera, napaść na niego, odebrać moją przesyłkę widmo i już na własna rękę zadziałać.
Dostaje numer telefonu. Okazuje się, źe do firmy FedEx, która o niczym nie wie, ale jeśli chce to mogę u nich zamówić usługę. Ech …
Kolejny telefon do mojej ulubionej firmy. Tym razem dostaje zapewnienie, oczywiście po opowiedzeniu wszystkiego od nowa, że po kontakcie z oddziałem dziś dostanę odpowiedz.
Chyba zmienię imię na Tomasz, ale na razie czekam …

1 sierpień 2018, rocznica wielkich czynów. Może dziś będę pod szczęśliwa gwiazdą.
Nie jestem, system śledzenia przesyłek nadal mówi mi, że przesyłka czeka w Gdańsku. Sprawdzam połączenia lotnicze na trasie Kraków – Gdańsk, polecę i sprawdzę dlaczego Grzegorz kłamie mówiąc, że kurier był 2 dni temu. Może sprzedał moją przesyłkę i pije zdrowie frajera, który mu zaufał. Nie ma jednak dogodnych lotów, a czasu jak na lekarstwo.

O 14 ponownie dzwonię do firmy. Tym razem opowiedzenie historii od początku zajmuje mi mniej czasu, wszak mam to już przećwiczone. Dowiaduje się, że przesyłka właśnie dociera do Warszawy. Czwartek, piątek, niepracujący weekend, poniedziałek, wtorek, środa – no i w końcu w Warszawie, może to jakaś rekonstrukcja posiłków dla walczącej Warszawy dostarczyła ją na Łomianki. Nie wiem, ale jest jakiś postęp. Zmienił się tez o 14:52 status: Łomianki, Poland, odebrana przez przewoźnika.
Pytam zatem, jeśli niemal tydzień zajęło Wam dostarczenie jej do Warszawy, ile czasu zajmie na Spitsbergen. I jak się to ma do deklarowanych 5-7 dni. Uzyskuje odpowiedz, że ten termin był orientacyjny …
Ale, że dziś dostanę telefoniczna informacje o terminie. Zatem czekam, patrzę w ekran iPhonie, w napięciu, przecież na pewno zadzwonią. Do północy nie położę się spać, dali słowo, że dodzwonią.

W oczekiwaniu na telefon dopada mnie wątpliwość. A nuż trafiłem na firmę, której celem statutowym jest robienie sobie żartów z klientów. Coś w stylu filmu z Michaelem Douglas’em Gra. Wchodzę zatem na stronę firmy, aby rozwiać wątpliwości i czytam:
– od 10 lat profesjonalnie zajmujemy się świadczeniem usług kurierskich,
– ponad 190 krajów (czyli Norwegia również),
– całkowite zautomatyzowanie procesów (no tak, mój wyjątek na pewno potwierdza regułę),
– profesjonalizm (uff, jeszcze raz, żeby rozwiać wątpliwości), bezpieczeństwo i pewność dostawy (cóż, jeśli papier przyjmie wszystko to cóż powiedzieć o ekranie monitora),
– indywidualny doradca biznesowy (no to ciekawe).
No i 2 opinie klientów, na 10 lat działalności w ponad 190 krajach, W sumie to nie będzie trudno zweryfikować.
Tak – dobrze czytacie. Zamierzam jutro poświęcić 5 minut na zadzwonienie do osób, które wystawiły te referencje.
Raport z czynności zatem jutro …

A przy okazji – oznaczyłem firmę w poście i zaprosiłem na ich fp do czytania tej relacji – a co Każdy ma prawo do obrony …
A moja firmowa kancelaria powiedziała, że w razie czego z przyjemnością pomoże …

2 sierpień, czyli ósmy dzień od zamówienia usługi.
Jak zapewne podejrzewaliście nie otrzymałem wczoraj żadnej informacji. A więc czas na kolejne działania
Zmiana statusu przesyłki: 2018-08-02 01:20 Warszawa, Poland – w transporcie …

Rozmowa z info linią w trakcie której dowiaduje się, że początek czasu liczenia planowanego (podkreślam planowanego) terminu nie jest liczony w dniu zamówienia usługi, tylko w dniu kiedy ich kurier odbierze przesyłkę, czyli fakt, że nie robili nić przez 4 dni nie skraca im terminu.
Próbując uzyskać konkretną odpowiedź na pytanie kiedy zostanie dostarczona – nie potrafią odpowiedzieć.
Dostaje link do FedEx – pod którym czytam informację: Obecnie nie jest dostępna planowana data doręczenia.
Czyli nic nie wiem …
Udało mi się dodzwonić do FedEx Polska i uzyskuje informację, że przesyłka podróżując przez Kolonię powinna być w poniedziałek – wtorek w Norwegii – staram się doprecyzować, że na Spitsbergenie i otrzymuje potwierdzenie.
Dwie godziny później GK (wprowadzam tutaj skrót firmy) dzwoni sam z siebie i informuje mnie, że na podstawie informacji uzyskanych z FedEx przesyłka dotrze za jakieś 2 tygodnie – czyli 15 sierpnia. Duża rozpiętość czasowa pomiędzy uzyskanymi informacjami, proszę zatem o potwierdzenie która data jest bliższa prawdy. Mam uzyskać później. Przy okazji jestem poinformowany, że mogę skorzystać z procedury reklamacyjnej – ale przecież nie chodzi mi o to, aby wysłać paczkę, która nie dotrze na czas i uzyskać rekompensatę …
7 sierpnia wypływam z Longyearbyen i przesyłka miała być na miejscu. Do Longyearbyen wracam 17 na 1 dobę i zaczynam kolejny rejs. O to tu właśnie chodziło …
W każdym bądź razie ktoś do mnie w końcu zadzwonił … a to już duży postęp. Nikt nie jest jednak w stanie powiedzieć mi jak ta paczka będzie podróżować, na razie wiem, że do Kolonii. Oraz dostałem informację, że jeśli chcę przyśpieszyć temat to powinienem interweniować w FedEx Norway – co zamierzam robić, tym bardziej, że mam już numer …

Dziś po 19 sprawa nabrała rozpędu. Przesyłka dotarła do Koeln. Sprawdzam na mapie – wysokość Koeln nad poziomem morza to 30 kilka metrów, Łomianki prawie 80. Rozumiem zatem przyśpieszenie. W następnej kolejności zatem będę musiał liczyć na silne działanie prądu zatokowego, zwanego Golfsztrom, który wzdłuż wybrzeży Norwegi dociera swoim odłamem (Prąd Zachodniospitsbergeński) aż do Arktyki.
Cóż mi innego pozostaje oprócz sił natury, gdy właśnie mija 8 dzień od nieszczęsnego pomysłu, aby zamówić kuriera …

2018-08-03 Mój ostatni dzień w Krakowie, dziś wieczorem wyruszam na Spitsbergen. Tak więc podejmuje kolejne działania pozwalające na określenie w którym miejscu aktualnie znajduje się przesyłka i kiedy ma szanse dotrzeć. Wczoraj obiecali mi taką informację, ale zapomnieli zadzwonić. Wiem, że przesyłka była w Koeln.
Sprawdzam status przesyłki na stronie GK: od wczoraj ni się nie zmieniło, Kolen, w transporcie. Sprawdzam na FedEx – „system chwilowo nie dostępny. Wystąpiły problemy techniczne/ Pracujemy nad tym bla, bla, bla … przepraszamy … Jeśli potrzebujesz natychmiastowej pomocy prosimy o kontakt z Biurem Obsługi Klienta”. Czy uważacie, że potrzebuje? Ja tak, zatem będę dzwonił …
Rozmowa z GK rzuciła nowe światło na sprawę. W prawdzie co chwilę podają inny termin, który uznają za początek usługi, ale przez te rozbieżności w zeznaniach, ktoś pierwszy uznał, że jest to ten sam dzień co według mnie.
Dziś dowiedziałem się pierwszy raz, że moja przesyłka na charakter ekonomiczny, czyli terminy są orientacyjne. Nikt mi o tym wcześniej nie mówił – tylko podawał 5-7 dni.
Co więcej moja przesyłka czeka sobie w Koeln, centrum przeładunkowym, aż nazbiera się ileś paczek, które sprawią, że ekonomicznie uzasadnionym jest przesłanie go do kolejnego centrum przeładunkowego. Pytam: gdzie ono się znajduje? Nie wiedzą. Musi być gdzieś w bazie wojskowej, skoro nawet koordynatorzy nie wiedzą.
Zatem apel do Was: wyślijcie dziś jakieś paczki tym kurierem, które pchną moją paczkę dalej w świat. Nie wiem gdzie, ale jak pójdzie wiele paczek – to może któraś trafi i pomoże.
Szlachetna paczka.

Po rozmowie w FedEx. Początek usługi 1 sierpień. Pani nie posiada informację kiedy dotrze, ani w jaki spsób. Zaoferowała się, że zrobi symulację wprowadzając datę sprzed 2 dni, a miejsce początkowe w Warszawie. Wyszedł jej termin koło 10 sierpnia, o ile nie ugrzęźnie na cle.

Cóż – po tym wszystkim ogarnęło mnie zniechęcenie. Pojadę dziś do marketu, kupię produkt zastępczy i będę go transportował (taszczył) samodzielnie na trasie Kraków – Warszawa – Ryga – Oslo – Longyearbyen. Znam zatem doskonale trasę podróży mojej przesyłki zastępczej, godziny i minuty dostarczeń w poszczególne miejsca, i co najważniejsze – dokładną datę dostarczenia na miejsce. A przecież nie jestem profesjonalistą w tej dziedzinie, a już wyprzedam moją przyszłą, na razie potężną konkurencje o głowę w zakresie przewidywalności, organizacji, planowania itp, itd.
Zakładam po powrocie zatem firmę przewozową, choć muszę jeszcze na miejscu pogadać z Królikiem – bo to Królik odpowiada za ostatnią cześć podróży
ps. z Królikiem nie żartuje

2018-08-05 ranek w Oslo.
Przez ostatnie 2 doby jestem w podróży transportując z wielką uwagą paczkę zastępczą. I przewidywałem, że czas weekendowy nie dostarczy niczego ciekawego do historii paczki podstawowej.
Ale cóż – życie jest jedną wielką niespodzianką …
Wykorzystując chwilową, spowodowaną podróżą moją dekoncentrację paczka (bo przecież nie napiszę, że kurier ;-)) dostałą MAŁPIEGO ROZUMU i zaczęła nieprzewidywalną dla nikogo podróż na własną rękę. Nieprzewidywalną dla kuriera, który nie znał planów dalszych tras, ani tym bardzie dla mnie – bazującego na pozbieranych informacjach.
Zatem, zapewne jak ja – tak i na pewno kurier – z wypiekami obserwujemy non-stop internetowy status zamówienie by dziś rano dostrzec, że o 06:20 pojawiła się w Kastrup, Dania (sprawdziłem, tuż pod Kopenhagą) i ma opis „w transporcie”.
Cóż zatem napisać: dla nas wszystkich odkrywane są powoli pojedyncze elementy puzzle, wielkiej, epickiej, ba odyseuszowskiej nawet podróży, jakaś współczesna Iliada, która gdy kiedyś w jakieś przyszłości zakończy się w niewiadomy na razie dla śmiertelników sposób – stanie się wielkim dziełem, na które Ktoś na górze spojrzy i z zadowoleniem powie: to było dobre.
Ale teraz – jeszcze na chwilę muszę wrócić do przyziemnych spraw i do miejsca tuż pod Kopenhagą …

To z tym małpim rozumem nie było przesadą.
Bo po wpisie „Kastrup, w podróży ” o godzinie 06:20 ten sam zapis w podróży pojawia się 8 minut później. I coś mi się wydaje, że te dwa krótkie zapisy pozwalają mojej wyobraźni odkryć niesamowite pokłady dramatyzmu, walki, cierpienia zawartego w tych ośmiu minutach, dramat porwanej i bezprawnie zatrzymanej paczki, która zapewne obezwładniana przez kilka osób nadal pragnie podróżować …
I nie wiem czym skończyła się ta ośmiominutowa walka – bo czekam nadal na kolejne zapisy. A jeśli za kilka godzin pojawi się informacja np. 2018-08-05 Kastrup, w podróży – to wówczas okaże się, że paczka walczyła dłużej niż ktokolwiek był w stanie przewidzieć. Mam nadzieję, że z przeżyje ktoś z obsługi i zachowa choć tyle sił by napisać „poszła won …”

A wieczorem napiszę Wam jak profesjonalnie wygląda transport paczki zastępczej i o tym czy rzeczywiście moja planowana firma usług kurierskich ma szansę zaistnieć …

ps. w między czasie na stronie FedEx została podana zupełnie inna niż dotychczasowe data planowanego dostarczenia: Środa, 08/08/2018 do 18. Ale nie ujawnię tego Globurier – oni o tym jeszcze nie wiedzą – niech pozostaną w niepewności .. Nawet jeśli zrealizuje się ten nieprawdopodobny scenariusz – to i tak: termin dostarczenia wyniesie 14 dni zamiast 5-7, a ja dzień wcześniej, nie czekając na paczkę i tak wyruszę jachtem na dziką północ … wprawdzie w planach jest obecność po 1 dobie w Ny-Alesund, gdzie znajduje się najbardziej na północ wysunięta poczta świata – ale czy mam ryzykować kolejną usługę, której trasy, czasu nikt nie jest w stanie przewidzieć? Raczej nie, tak jak i nie zamierzam tracić czasu na oczekiwanie …

2018-08-06 poniedziałek
Dziś obudziłem się o 6 rano z lekkim zaniepokojeniem i biciem w moich komorach. Początkowo tłumaczyłem sobie to ostatnim etapem podróży na Spitsbergen, pośpiechem i takie tam. Jak się okazało błędnie.
Jeszcze wówczas nie widziałem, ze uczestniczę w czymś wielkim.
Pamiętacie Stachurę: zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwóch planet, cudnie spokrewnią się ciała nam. (Kto tego nie zna ten jest młody i niech szybko wytrze mleko spod nosa). Ale ad rem.
Kiedy dotarliśmy z hotelu na lotnisko, transportując na plecach paczkę zastępcza, pokonaliśmy labirynt kontroli, czekingów, kolejek i usiadłem spokojnie przed gate’em przyszedł czas na refleksje metafizyczną, i spojrzałem na status mojej paczki.
Bo wczoraj o 19 została dostarczona do magazynu w Skedsmokorset, Norway, a dziś od 8:20 jest znowu w drodze!!!
A cóż jest w tym niezwykłego? To że Skedsmokorset to magazyn przeładunkowy dla lotniska w Oslo na którym aktualnie jestem, i że paczka była zaledwie kilka kilometrów ode mnie, a być może teraz jest gdzieś 2 piętra niżej na lotnisku i oczym boje się nawet pomyśleć (dlatego pisze bezmyślnie ) zostanie załadowana do tego samego samolotu. I stoję przyklejony do szyby obserwując przez okno mój samolot do którego ładują bagaż po bagażu – czy gdzieś tam nie podąża po taśmie moje szczęście.

Zamieściłem w komentarzu zdjęcie statusu paczki, bo brakło mi już wyobraźni, wina, pomysłu jak to wszystko ogarnąć i wytłumaczy. Jakaś wzmożona akcja pomiędzy 15:43 a 15:45. Niby tylko 2 minuty, a ile napięcia i zwrotów akcji. W agencji celnej, problemy z dostarczeniem, w transporcie, opóźniona, w transporcie, by w końcu o 18:05 poniformować, że została dostarczona do magazynu, co tu gadać – tego samego do którego trafiła dzień wcześniej o godzinie 19. Czy coś z tego rozumiem? Nie za wiele.
Ja w tym czasie zdążyłem wylecieć z Oslo, wylądować w Tromso, zaliczyć deszcz, trudne lądowanie i start, zobaczyć Lofoty z góry, przelecieć nad Wyspą Niedźwiedzią, nad przepięknymi górami Svalbardu, wylądować, ucałować żonę i zrobić zdjęcie ze słynnym drogowskazem, umieścić wpis na blogu, przywitać Królika, poznać nową załogę, przywitać Pawła i Azimutha, wypić trochę wina, wypalić cygaro i jeszcze setkę innych rzeczy.
Ale suma Summarum oddalić się od mojej przesyłki walczącej, gdzieś w magazynie pod Oslo. I ktoś oficjalnie stwierdził, że przesyłka jest opóźniona.
Czyli doopa.
Ale co powiecie na maila, który dostałem o godzinie 12:49 o Damiana, managera dla kluczowych klientów (czy to jest wyróżnienie dla mnie, stałem się kluczowy ?)
Damian zadał mi kluczowe pytanie: Bardzo proszę o informacje czy transport został zrealizowany?
Podpowiedzcie proszę co odpowiedzieć? Bo albo wina albo inwencji mi brak ….
Sprawdziłem jeszcze na szybko co pisze FedEx i dobrze, że sprawdziłem. Bo sie zmieniło, deklarowany wcześniej termin dostawy został zamieniony na: Planowany termin dostawy: oczekiwany.
Czyli oczekują na termin dostawy, chyba im podeśle, 2 sierpień 2018 rok, czyli 4 dni temu.

Pojechałem z odpowiedzią

Szanowny Panie.
Na wstępie pragnę Pana poinformować, że pomimo kilkudniowego opóźnienia paczka nie dotarła na miejsce.
Zawartość paczki stanowi ważna dla mojego jachtu cześć. Organizuje wyprawy po Spitsbergenie i jutro wypływam na daleką północ, paczka jest dla mnie niezbędna.
Sposób realizacji przez Państwa Firmę usługi, niekompetencja, brak lub zmieniające się informacje, informacje uzyskiwana od przedstawicieli Globekurier oraz FedEx, zapisy na stronie ze śledzeniem paczki, jak i również Pana pytanie czy paczka dotarła stanowi kanwę do powieści o charakterze tragikomicznej.
Pozwoliłem sobie zatem całą historie opisywać na bieżąco na swoim fb, a ponieważ ze względu na swoje żeglarskie, wyprawowe sukcesy jest osobą publicznie znaną opisywana przeze mnie historia jest obserwowana przez wiele osób. Nie muszę dodawać, że wynikający z tego obraz Państwa firmy jest daleki od doskonałość, tak sobie pozwolę zażartować.
A ponieważ najbliższe dwie wyprawy prowadzę przy udziale mediów ogólnopolskich możecie Państwo liczyć na odpowiednie nagłośnienie sprawy. Tym bardziej, ze wśród moich członków wypraw są osoby związane z mediami i z sympatii do mnie oraz smaków prezentowanej przez mnie historii nie omieszkają w dostępnych sobie środkach przekazu zamieścić stosowne wzmianki.

Ponieważ wszystkie moje działania ze względu na trudny, wyprawowy charakter organizowanych przez mnie wyjątkowych podróży są w pełni profesjonalne, tego samego oczekuje od współpracujących firm. Niestety w przypadku Państwa źle trafiłem. Zatem, ze względu na przysporzone problemy, nawet nie wyobrażam sobie skali ewentualnego zadośćuczynienia, ale to zupełnie inna sprawa.

Pomimo tego wszystkiego pozostaje z szacunkiem.
Marek Rajtar

8 sierpień, niemal północ.
Troszkę zaniedbałem raportowanie.
Renifery, lodowce, start wyprawy, wiecie, rozumiecie.
Tym bardziej, że przesyłka już 3 dzień przebywa w tym samym magazynie pod Oslo. Jednakże nie leży tam bezczynnie, bo w tym czasie była 5 razy dostarczona, 2 razy w agencji celnej, 3 razy w transporcie i przyspożyła im wielokrotnie problemów, skoro 2 razy się do tego przyznali. Zatem ponad dobę bez większych nadziei zostawiłem za rufą port w Longyearbyen i pożeglowałem na północ. Co się teraz stanie nie wiem. Wrócę dopiero 17 sierpnia zadając sobie pytanie kto na kogo będzie czekać. Teraz cóż, idę wypatrywać wielorybów, gwarantuje, że z większym skutkiem.
A w komentarzu zamieszczam zdjęcie przemieszczania się przesyłki w obrębie jednego magazynu. Jak to pisała świętej pamięci Kora: ruch, autentyczny ruch, ściana przy ścianie …

Wiem, wiem, trochę zaniedbałem opisywanie całej dalszej historii, ale zostałem przez te ostatnie dni odcięty całkowicie od cywilizacji. Kiedy jednak pojawił się zasięg w telefonie postanowiłem sprawdzić co się dzieje z moja paczka. Niestety nie udało się dodzwonić do kuriera (święto w Polsce) a w internetowym statusie przesyłki brak jakichkolwiek informacji, może już w systemie skończyły im się kolejne wiersze w których można by oddać to co się dzieje.
A może nie dzieje się zupełnie nic?
Dostałem bowiem maila, że przepraszają mnie za opóźnienia spowodowane świętem w Norwegii. Jak pech to pech, cóż. Jutro będę w Longyearbyen, może czeka mnie niespodzianka . Myślicie, że są podstawy do złudzeń?

Aktualizacja
Trochę się pozmieniało w temacie paczki.
Bo 16 sierpnia pojawiłem się w stolicy Spitsbergenu – Longyearbyen. No i wykonałem rano telefon do GK z pytaniem, ile to jeszcze będzie trwać. Powiedzieli, że oddzwonią tego samego dnia po sprawdzeniu co dzieje się z paczką. Nie oddzwonili, ale już następnego dnia tak.
Ogłosili sukces twierdząc, że paczka dotarła do mnie wczoraj i wysłali mailem info z raportem, że jest dostarczona. Ok. Chwila euforii na tyle przyćmiła mi umysł, że uwierzyłem. Dopiero po rozłączeniu się zacząłem rozglądać się wokół za tym co niby oficjalnie odebrałem. Nie było nic. Poszedłem zatem do biura portu łudząc się, że może maja to oni. Nie mieli.
Sprawdziłem jeszcze raz treść otrzymanego maila:
„Dzień dobry,
uprzejmie informuję, iż przesyłka została doręczona przez przewoźnika 16/08/2018 r.
Specjalista ……”
Drugi otrzymany mail zaciekawił mnie bardziej. Poza zapewnieniem, że paczka jest u mnie dostałem link do lokalnego przewoźnika, gdzie mogłem potwierdzić tą cudowną informację. Wszedłem na stronę i rzeczywiście.
W raporcie zostało podane, że:
„Towar przybył do terminalu nadawcy 16.08.2018 15:27
Towary zostały odebrane przez odbiorcę na terminalu 16.08.2018 09:24”
Ta różnica godzin zastanowiła mnie, ale poszedłem tym śladem. Wszak dwa razy pojawił się terminal Longyearbyen. A to już coś.
Po krótkich poszukiwaniach znalazłem w odległości zaledwie kilkuset metrów od mojego jachtu magazyn i biuro lokalnego dostawcy Bring, z charakterystycznym zielonym logiem. Z drżeniem serca pokonywałem ostatnie metry w ich stronę. Czyżby było możliwe, że to moje szczęście znajduje się tuż obok i tym samym ta epicka już historia jest u kresu, a ja tym samym stracę temat do wieczornych rozmyślań i rozterek dotyczących spraw zasadniczych? I że liczne grono czytelników straci temat do czytania, a ja, aby zapewnić kolejne emocje zacznę wydawać sequel z powrotu paczki do Polski – nadając ja w drogę powrotną, bo wszak już i tak musiałem sobie jakość poradzić????
Czyżby to wszystko było możliwe???!!!
Nie było.
Rozmowa z agentem była krótka. Sprawdził w swoim systemie i powiedział: Aktualnie przesyłka znajduje się w Tromso (północna Norwegia) i najwcześniej za tydzień w piątek zostanie załadowana na statek, który wyruszy w stronę Longyearbyen.
A po drodze przecież Arktyczne Morza, a na nich sztormy oraz Wyspa Niedźwiedzia. Setki zagrożeń, niebezpieczeństw. Opuściłem pokornie głowę na znak, że rzeczywistość, życie, niekompetencja znowu wzięła gorę nade mną. I cóż – musiałem ruszać w drogę.
Gdy jakiś czas później ponownie przepływałem w niewielkim oddaleniu od Longyearbyen łapiąc ponownie zasięg przeszedł do mnie kolejny mail o tej samej treści, że 16 sierpnia odebrałem przesyłkę. Ech …

Cdn …. (na pewno)
#poczta #kurier #truestory #fedex #historia #ciekawostki #story