Opublikowano:

Ciekawe czy za 50 lat,…

Ciekawe czy za 50 lat, wersja, że Polska była ofiarą napaści Niemców i Ruskich nie będzie niszowa. Przy tej ‚skutecznej’ polityce naszego rządu i łatwości z jaką szerzy się propaganda (u Ruskich, ale u nas równie dobrze jak widać w mediach publicznych) #polityka #historia

Opublikowano:

Okazało się, ze środowisko…

Okazało się, ze środowisko archeologiczne odrzuciło nową, poprawną datę wybuchu wulkanu na Therze ponieważ na jej podstawie określono niemal wszystkie daty wydarzeń w starożytnym Egipcie, a na bazie ich określono większość wydarzeń na bliskim wschodzie. Błędne datowanie wprowadziło oczywiście wiele sprzeczności, które naprostowano rożnymi teoriami, które dziś są dogmatami. Historycy powiedzieli, ze nie będą przepisywać całej historii na nowo, tylko dlatego bo wulkanolodzy, dendrochronolodzy i geolodzy powiedzieli że mylą się o 43 lata.
źródła: https://www.wykop.pl/link/5273675/#comment-72047579
https://www.wykop.pl/link/5273675/#comment-72059217
#klamstwaklamstewka #historia #takdzialaswiat

Opublikowano:

#historiaiwojskowosc…

#historiaiwojskowosc

Pancernik „Shikishima” prowadzi ostrzał w czasie bitwy 10 sierpnia 1904 roku (autor koloryzacji na grafice)

JEDEN POCISK, KTÓRY ZBUDOWAŁ MIT WIELKIEJ JAPONII – BITWA NA MORZU ŻÓŁTYM – CZĘŚĆ 3

Krótko przed godz. 10 w dniu 10 sierpnia 1904 roku admirał Witgeft wyprowadził swój szwadron z Port Arthur. Oczywiście od razu został dostrzeżony przez japońską flotę.

Zaczęło się o mylących manewrów – Witgeft próbował wyrolować Togo Heihachiro co do rzeczywistego kierunku swojej podróży. Próbował stworzyć wrażenie, że dąży do przecięcia japońskiej blokady na pół i zaatakowania jej w walnej bitwie. Obaj dowódcy byli warci swoich potężnych flot – manewr Witgefta zadziałał i na niemal godzinę wprowadził IJN w błąd, ale na taką okoliczność Togo przygotował plan awaryjny, gdyby Rosjanie podjęli się próby wyrwania na otwarte morze. Ok. godz. 11 Witgeft kupił trochę czasu, ale Togo nadal nastawiał się na przechwycenie wyłamania.

Ok. godz. 12 pojawił się pomocniczy szwadron krążowników dowodzony przez Dewę Shigeto. Oba szwadrony próbowały wziąć Witgefta w kleszcze.

I tak, około godz. 13 Togo przystąpił do swojego pierwszego manewru, o którym ostatnio wspomniałem, czyli tzw. crossing the T (będę też używać własnego polskiego określenia, czyli „krzyżowanie T”). Jego celem było ustawienie się bokiem na froncie do kolumny Witgefta, tak żeby zmaksymalizować ogień na pierwszych, prowadzących okrętach, czyli pancernikach.

Togo strzelał pierwszy – z kosmicznego jak na ówczesne czasy zasięgu 8 mil morskich (ok. 13km). Salwę oddał oczywiście flagowy „Mikasa”, na co „Retwizan” odpowiedział ogniem. Oczywiście nikt się nie trafił, ale fatalna celność (o ironio!) miała być znakiem rozpoznawczym tej bitwy. Potężne 305mm wstrząsnęły okrętami, a salwy widoczne były z wielu kilometrów.

Witgeft – jak ostatnio wspomniałem – był dowódcą zdolnym dobrze przewidywać manewry przeciwnika. W efekcie wykrył z dużym wyprzedzeniem próbę krzyżowania jego T i zawrócił w stronę Port Arthur, jednocześnie przyspieszając tempo do maksymalnego jak na ówczesne czasu 32 km/h. A po ok. pół godziny zawrócił formację na swój standardowy kurs. W ten sposób jako pierwszy rosyjski dowódca wymanewrował japońską admiralicję w tym konflikcie, a także zwiększył dystans dzielący floty.

Togo został z tyłu. Nakazał zapalić w piecach na pełną moc. Cała japońska flota przystąpiła do pościgu, strzelając znów na dystansie ok. 8 mil morskich. Togo był na ten moment celniejszy – „Retwizan” otrzymał aż 12 trafień, choć żadne z nich nie było istotne. „Retwizan” odpowiedział ogniem… i też trafił. Pierwsze trafienie okazało się w pewnym sensie krytycznie – zniszczyło radiostację na „Mikasie”, niwelując w ten sposób przewagę komunikacyjną Japończyków. Po kilku minutach chaosu – Japończycy nie byli przygotowani na takie zdarzenie – Togo dowodził już w klasyczny dla okrętów sposób, a wiec wywieszając na maszcie flagi o umówionym we flocie znaczeniu.

Wkrótce jednostki podeszły do siebie na niespełna 6 kilometrów. Wtedy też bitwa rozgorzała na dobre, a do walki mogły włączyć się także działa 254 i 152mm z obydwu stron. Huk był ogłuszający, w ciągu minuty z każdego okrętu sypało się kilkanaście pocisków, które w starciach lądowych byłyby ostrzałem nie do wytrzymania, wywracającym czołgi i wyrywającym okopy wraz z żołnierzami.

Ale nie tu – wśród stalowych morskich potworów, największych, jakie człowiek zbudował. Była to pierwsza poważna bitwa pancerników w historii, gdzie obie strony mogły pokazać co takie jednostki naprawdę potrafią. W całej zatoce śmierdziało prochem, rozkazy padały w kilku językach, ranni wili się w kałużach krwi po swoich pokładach, a następnego dnia na plażach leżały setki zatrutych i ogłuszonych ludzką bronią ryb…

Około godz. 14 Vitgeft znów wyprzedził Togo. Starając się dogonić czoło rosyjskiej floty, pancerniki „Mikasa” i „Asahi” ostrzelały pancernik zamykający, czyli „Połtawę”, która po poprzednich walkach z początku wojny nadal miała pomniejsze problemy z silnikami i płynęła nieco wolniej. To był błąd. Mądrą decyzję podjął admirał Łukomski dowodzący „Piereswjetem” i nakazał zwolnić także „Sewastopolowi”. To zaskoczyło Japończyków, bo „Połtawa” – choć trafiona kilkukrotnie odpowiadała celnym ogniem, a właśnie trzy pancerniki rosyjskie strzelały do dwóch japońskich. Po kilku minutach flagowy „Mikasa” był już trafiony ok. 20 razy z armat różnego kalibru, a prawie 20% jego załogi nie żyło lub było wyłączone z walki – tu zaczęły się problemy flagowego pancernika. Togo ostatecznie polecił swojemu pancernikowi – a także towarzyszącemu „Asahi” – by zerwać kontakt i szukać szczęścia na czele rosyjskiej floty.

Vitgeft był jednak szybszy. Do kolejnego starcia doszło ok. godz. 16 i znów Togo zdecydował o atakowaniu „Połtawy” (bo tylko jej dosięgał), która mimo, że najwolniejsza, to totalnie nie chciała zatonąć.

Wtedy na „Asahi” załadowany pocisk doskonałej japońskiej produkcji zdetonował się przedwcześnie i wysadził całą wieżę z armatami 305mm, de facto potężnie uszkadzając pancernik i znacznie osłabiając jego siłę ognia. Kilka minut później do podobnego incydentu doszło na „Shikishimie” – japońska przewaga ogniowa malała. Czas też nie działał na korzyść Togo, który był coraz bardziej przerażony wizją wyłamujących się Rosjan.

Witgeft aż trzykrotnie wymanewrował Togo, w tym raz przeciwko krzyżowaniu jego T. Japońskie pancerniki były na skraju wytrzymałości – nawet gdyby udało się dopaść „Połtawę”, trzon rosyjskiej floty nadal wyszedłby do Władywostoku. Witgeft wygrywał zdecydowanym działaniem, podczas gdy Togo nie zadbał nawet o to, by na wypadek utraty łączności radiowej flota wiedziała co ma robić, wobec czego Japończycy strzelali losowo do różnych jednostek. Jakkolwiek Togo był świetnym admirałem, tak ewidentnie przegrywał z kunsztem i kalkulacjami Witgefta.

„Mikasa” wycofywała się wkrótce z bitwy na wskutek zniszczeń, jej rolę w strzelaniu do „Cesariewicza” przejął „Asahi”.

O godzinie 18:40, gdy zmrok już zapadał, „Asahi” wystrzelił kolejną salwę 305mm. Jak przeprowadzono potem badania, ogólna celność salw z dział 305mm nie przekraczała 2%, a pozostałych dział – 0,5%. Strony generalnie wystrzeliły tysiące pocisków, z których trafiło kilkadziesiąt.

A jednak „Asahi” strzelił. Tak jak setki razy tego dnia.

Pocisk 305mm – wielka, wściekła kolubryna o wadze prawie 400 kilogramów – trafił „Cesariewicza” prosto w opancerzony – ale nie na TAKĄ okoliczność – mostek. Admirał Vitgeft oraz co najmniej dwudziestu najwyższych stopniem oficerów we Flocie Pacyfiku zginęło na miejscu. Z samego Vitgefta nie zostało NIC.

Szanse na takie trafienie wynosiły może tysięczne procenta.

Jednym pociskiem cała głowa świetnego rosyjskiego manewru… po prostu zniknęła w pojedynczej sekundzie. Wyparowała w konkretnym i najważniejszym dla bitwy – i wojny – momencie.

Trafienie nie wznieciło nawet pożaru. Z zewnątrz wszystko wyglądało w porządku. Załoga przez pół godziny nie wiedziała, że ich kapitan i sztab nie żyje. Jednocześnie pocisk rozwalił w „Cesariewiczu” ster, a sam okręt zaczął powoli, acz niekontrolowanie skręcać w prawo, w sam środek japońskiego pościgu. Oczywiście sternicy też nie żyli, bo byli na mostku 🙂

Rosyjski okręt flagowy płynął prosto na Togo. Bez steru. I bez dowódcy floty.

Nikt nie wiedział o tragedii. Nikt nie ostrzegł podążających okrętów. Wszystko wyglądało w porządku.

Reszta Floty Pacyfiku podążyła za „Cesariewiczem” prosto ku własnej zagładzie, po której nad Pacyfikiem miało wzejść nowe słońce…

Cdn…

/MK

#historia #japonia #rosja #wojna #gruparatowaniapoziomu

Autor postu: Historia i wojskowość – wszystko, czego mógłbyś nie wiedzieć

Opublikowano:

Skorumpowani sędziowie w…

Skorumpowani sędziowie w Rzeczpospolitej Obojga Narodów

Sędziowie w Rzeczpospolitej szlacheckiej nie cieszyli się dobrą opinią. Sam Mikołaj Rej pisał, że „posuły” czyli łapówki leciały do nich „od całego kraju”. Później zaś było tylko gorzej. Aby uzyskać korzystny wyrok szlachta prześcigała się w sposobach korumpowania przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości

#historia
#ciekawostkihistoryczne
#prawo
#sadowehistorie
#korupcja
#pieniadze
#polska
#mikroreklama

Opublikowano:

Kiedyś i dziś – Królewiec,…

Kiedyś i dziś – Królewiec, obecnie Kaliningrad.

Chcesz być na bieżąco? #zwiadowcahistorii – tag z moimi najciekawszymi znaleziskami! Zapisz się też do mikrolisty zwiadowcahistorii lub zaplusuj ten komentarz, bym zawołał Cię do najlepszych znalezisk!

#historia #fotografia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #zdjecia #kaliningrad #rosja #polska

Opublikowano:

Mirki, Mirabelki – czy znacie…

Mirki, Mirabelki – czy znacie jakieś interesujące książki na szerokopojęty temat III Rzeszy?
Interesuje mnie wszystko, ale chyba najbardziej z zakresu fanatyzmu, psychologii tłumu i budowania totalitaryzmu.
#ksiazki #historia

Opublikowano:

Za wschodnią granicą nawet…

Za wschodnią granicą nawet bałwany są jakieś dziwne… ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Chcesz być na bieżąco? #zwiadowcahistorii – tag z moimi najciekawszymi znaleziskami! Zapisz się też do mikrolisty zwiadowcahistorii lub zaplusuj ten komentarz, bym zawołał Cię do najlepszych znalezisk!

#zima #sztuka #historia #iiwojnaswiatowa #heheszki #rosja #czolgi #militaria

Opublikowano:

Putin, 01.09.2009 Dlatego…

Putin, 01.09.2009

Dlatego należy pamiętać, że wszystkie próby, które nastąpiły między 1934 r. a 1939 r., czyli umowy, porozumienia, które miały wtedy miejsce, były nie do przyjęcia z moralnego punktu, w praktyce okazały się bezsensowne i tragiczne w swoich skutkach. I właśnie tego typu kroki doprowadziły do tragedii, do wybuchu II wojny światowej.

Należy pamiętać o tych błędach, należy uznać te błędy i nasz kraj zrobił to. Zjazd Deputowanych Ludowych ZSRR właśnie przyznał niemoralny charakter paktu Ribbentrop-Mołotow i chcemy, by inne kraje również uznawały swoje błędy nie tylko na poziomie liderów politycznych, ale również na poziomie decyzji politycznych.

źródło
https://dzieje.pl/aktualnosci/przemowienie-premiera-putina-na-obchodach-70-rocznicy-wybuchu-ii-wojny-swiatowej
//
#polska #rosja #polityka #wydarzenia #putin #ciekawostki #historia

Opublikowano:

Czy ktoś zna jakąś dobrą…

Czy ktoś zna jakąś dobrą serię dokumentów o wojnie chińsko-japońskiej 1937-1945

Szukam czegoś na wzór serii „The Civil War”, gdzie są pamiętniki żołnierzy, zdjęcia i opis zdarzeń dzień po dniu

Polecam oczywiście The Civil War osobom, które lubią dobre dokumenty. Klimat aż się z tego wylewa
#dokument #historia

Opublikowano:

Jakie książki polecacie…

Jakie książki polecacie odnośnie historii Polski? Zakres całościowy. Przede wszystkim książki dający zarys całościowy. Bez książek z ciekawostkami, że jakiś król był ostatnim dzieckiem i lubił placki.
#historia #historiapolski #polska #ksiazki

Opublikowano:

Dasz Wiarę? Odc. 54 w którym…

Dasz Wiarę? Odc. 54 w którym przez dwa tysiące lat robimy geszefty na obczyźnie.

Kerala, stan leżący na malabarskim wybrzeżu Indii, od starożytności przyciągał ludzi z całego świata. Był on swoistym centrum handlowym subkontynentu z Bliskim Wschodem, Europą oraz północną i wschodnią Afryką. Jednym z bogactw Kerali były pożądane przez wszystkich przyprawy, takie jak pieprz, cynamon, kardamon i imbir. Kupcy robili tutaj fortuny- nie dziwi więc fakt, że wielu z nich podejmowało decyzję o osiedleniu się na stałe. Przywozili oni ze sobą całe dobrodziejstwo inwentarza- zwyczaje, języki, tradycje i religie. Przez wieki, wśród osiadających kupców byli Grecy, Rzymianie, Persowie, Syryjczycy, Arabowie i, oczywiście, Żydzi. Keralska wspólnota jest powszechnie uważana za najbardziej starożytną grupę żydowską w Indiach.

Nikt tak naprawdę nie wie na kiedy datować początki osadnictwa Żydów w Kerali. Historycy zazwyczaj wskazują na przełom er. Przemawia za tym fakt, że Kerala była wówczas często odwiedzana przez kupców z cesarstwa Rzymskiego. Chrześcijańska tradycja o św. Tomaszu mówi, że tym co przyciągnęło apostoła do Indii były właśnie informacje o wspólnotach żydowskich w Kerali*. Żydowskie tradycje różnią się od siebie. Jedne twierdzą, że napływ Żydów zaczął się już w czasach Salomona. Inne mówią o czasach niewoli babilońskiej, zburzeniu Drugiej Świątyni w Jerozolimie albo, że keralscy Żydzi to potomkowie ludzi wygnanych z Majorki w IV wieku. Konsensusem jest jednak to, że centrum działalności żydowskich wspólnot było portowe miasto Kodungallur, ważny ośrodek handlowy na malabarskim wybrzeżu.

Wyobrażenie tego jak mogło wyglądać przybycie Żydów do Kerali

Najstarszy dokument potwierdzający obecność Żydów w Kerali pochodzi jednak dopiero z okolic 1000 roku. Są to miedziane tabliczki jakie otrzymał żydowski starszy, Józef Rabban, od indyjskiego władcy. Zawierają one spis praw i przywilejów. Zakres tychże świadczy jednak, że wspólnota była już dobrze ukonstytuowana, więc jej historia jest raczej starsza niż przełom mileniów. Wszystko wskazuje na to, że potomkowie żydowskich kupców, choć zachowali religię, to generalnie wmieszali się w lokalne społeczeństwo. Żenili się z miejscowymi kobietami i posługiwali się językiem malajalam. Tabliczki wskazują, że zajmowali wysoką pozycję w społeczeństwie i byli bardzo blisko z władcami. Funkcjonowali w zasadzie jako autonomiczna wspólnota pod przewodnictwem swojej starszyzny. Mieli nawet prawo do samodzielnego zbierania podatków.

Wiemy, że w okolicach połowy XIV wieku port Kodungallur dotknęła powódź, która nie tylko zniszczyła wiele budynków, ale także zmieniła linię brzegową a to utrudniało korzystanie z portu. Działalność kupiecka zaczęła przenosić się do Koczinu- innego portowego miasta w Kerali. Część Żydów wyemigrowała bardzo szybko, bo już w połowie XIV wieku w Koczinie powstała pierwsza synagoga. Wielu zostało jednak w Kodungallur. Natknęli się jeszcze Portugalczycy w XVI wieku. Podejrzewa się, że czynnikiem, który przesądził o migracji reszty były ataki władców miasta Kozhikode w XVI wieku, którzy próbowali zyskać monopol na handel pieprzem. Większość Żydów uszła do krewniaków w Koczinie, gdzie zostali dobrze przyjęci przez lokalnego władcę- zwolnił ich z podatków jednocześnie przyznając wszystkie prawa, które mieli podatnicy.

Zdjęcie indyjskich Żydów

Jak wie każdy kto czytał ten odcinek #daszwiare , portugalska infiltracja subkontynentu zwiększyła liczbę Żydów w Kerali. Przymusowo nawróceni na katolicyzm portugalscy żydzi widzieli w koloniach nie tylko okazję na dorobienie się, ale także szansę na ucieczkę przed inkwizycją. Keralscy Żydzi nazywali nowoprzybyłych paradesis (“obcy” w języku malajalam). Obydwie grupy stykały się czasem ze sobą, ale nie wymieszały się. Zapiski podróżników poświadczają odrębność- mówią o Żydach “białych” i “czarnych”. Paradesis mieli własną synagogę i nie zawierali raczej związków małżeńskich z indyjskimi Żydami. Niektórzy historycy twierdzą wręcz, że między wspólnotami dochodziło do konfliktów. Nowoprzybyli znali bowiem europejskie i bliskowschodnie języki oraz mieli kontakty z tamtejszymi wspólnotami żydowskimi w związku z czym stali się konkurencją dla tubylców.

Mimo różnic i tarć, obydwie grupy były identyfikowane przez sąsiadów jako Żydzi i utrzymywały ze sobą kontakty. Tak naprawdę centrum życia zarówno paradesis jak i tubylców była lokalna synagoga a nie większa wspólnota. Wiemy, że tych synagog było osiem i każda z nich posiadała swoje własne ziemie, budynki i księgi. Rola synagogi wykraczała poza religię- oprócz modłów, pieśni i studiowania pism udzielano ślubów, pożyczek, organizowano naukę dla dzieci, zbierano składki na przedsięwzięcia biznesowe oraz pomoc potrzebującym. Przynależność była określana patrylinearnie- dzieci stawały się członkami kongregacji ojca. Kongregacją kierowali starsi, potrafiący czytać i interpretować religijne teksty. To do nich należało ostatnie słowo w kwestii tego co i jak robić. Ciekawostką jest fakt, że księgi kupowano od Żydów na Bliskim Wschodzie, w Holandii i w… Polsce.

Rycina przedstawiająca koczińskiego Żyda

Portugalska dominacja, w trakcie której grupy mniejszościowe w Kerali były prześladowane (nie wyłączając miejscowych chrześcijan, których siłą zmuszono do przyjęcia katolicyzmu i zniszczono wiele z ich zabytków literackich), zakończyła się w 2. połowie XVII wieku. Miejscowi Żydzi wręcz udzielili wsparcia Holendrom, którzy w 1663 roku zdominowali Keralę. Holendrzy odnosili się do Żydów z większą tolerancją i za ich panowania paradesi jeszcze umocnili swoją pozycję w handlu. Dochodzili nawet do stanowisk administracyjnych i doradczych u Holendrów i indyjskich władców. Ograniczenie wpływów portugalskich równało się stępieniu siły inkwizycji, co pozwoliło też na większą otwartość w wyrażaniu kultury i przekonań.

Jeśli chodzi o liturgię i modły to synagogi były podobne do siebie. Wykorzystywano w nich elementy lokalne z zapożyczeniami z tradycji jemenickiej, sefardyjskiej i bagdadzkiej. Kompilacje lokalnych pieśni, modlitw i melodii nazywa się kolas (ciekawostka- są one używane we współczesnym Izraelu). Do naszych czasów zachowało się około 150 kobiecych, żydowskich pieśni w języku malajam. Pieśni te opowiadają historie biblijne, lokalne opowieści czy nawet historyjki z codziennego życia. W okolicach XIX wieku Żydzi z Koczinu zaczęli tworzyć pierwsze wydawnictwa judaistyczne w Indiach i drukować literaturę religijną, czytaną także przez imigrantów z Iraku i Bene Israel (plemiona żyjące w Indiach, uważające się za potomków starożytnych Izraelitów).

Arka i bima z synagogi w Kadavumbagam

Umiejętność czytania i pisania oraz edukacja w ogóle, były ważne dla społeczności żydowskiej z Koczin. Była to zresztą typowa cecha dla wszystkich grup należących do wyższych kast w Kerali. Dzieci z tychże kast były uczone w domach lub szkołach na długo przed przybyciem Brytyjczyków (którzy lubią się pysznić tym, że przynieśli Indusom edukację). Wpływ lokalnych zwyczajów przejawiał się także we w miarę wysokim statusie kobiet. Społeczeństwo południa Indii było o wiele bardziej egalitarne niż ówczesny, europejski standard. Stąd kobiety także często umiały pisać i czytać. Niektóre z nich znały nawet hebrajski.

Fakt niskiego analfabetyzmu i łatwość w uczeniu się wśród koczińskich Żydów sprawił, że byli oni często zatrudniani w brytyjskiej administracji kolonialnej (szybko ogarniali także angielski). Uratowało to także sytuację ekonomiczną wspólnot żydowskich po tym jak handel przyprawami stał się mniej opłacalny. Gorsza sytuacja ekonomiczna w Kerali sprawiła, że koczińscy Żydzi zaczęli osiedlać się w innych regionach Indii- migrowano głównie do Bombaju i Kalkuty. Zmiana miejsca zamieszkania nie oznaczała jednak utraty tożsamości. Za wyjątkiem nielicznych paradesi, którzy potrafili się wżeniać w rodziny żydowskich imigrantów z Iraku, większość brała śluby tylko w ramach swojej grupy.

Zdjęcie rabina “białych” Żydów

Mimo tak wielu lat spędzonych w Indiach i braku większych prześladowań (poza portugalską inkwizycją), miażdżąca większość koczińskich Żydów podjęła decyzję o wyjeździe do Izraela gdy w połowie XX wieku nadarzyła się taka okazja. Idee syjonistyczne rozprzestrzeniały się wśród indyjskich żydów już wcześniej czego wyrazem była na przykład pieśń w języku malajam mówiąca:

Nadzieja którą mieliśmy od starożytnych czasów,
aby powrócić do Ziemi nadanej nam przez Boga,
Nie zniknęła!

Zdjęcie przedstawiające okolice zamieszkiwaną przez “białych” Żydów

Niezależnie od tego jakie były motywy (odbudowa Izraela, kiepska sytuacja gospodarcza, chęć życia w religijnym otoczeniu etc.) koczińscy Żydzi w swojej masie wybrali Izrael. Migracje zaczęły się w latach 50. a największa grupa przesiedliła się w 1954 roku. Większość z nich zamieszkiwała w rolniczych komunach mimo, że w Indiach nigdy na dużą skalę nie zajmowali się rolnictwem. Z czasem zaczęli się nawet dorabiać majątków i budować własne synagogi. Co ciekawe- “biali” paradesi pozostali w Indiach dłużej- wyjechali dopiero w latach 70. i 80. Obecnie liczbę koczińskich Żydów w Izraelu szacuje się na około 8 k. W Indiach zostało ich zaledwie kilkudziesięciu.

#daszwiare #judaizm #izrael #religia #zydzi #historia #indie #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #zainteresowania

Opublikowano:

„Ze względu na upały i…

„Ze względu na upały i brak balsamisty ciało króla pozbawiono wnętrzności i poćwiartowano. Szczątki Henryka zostały ugotowane, a następnie wywar i fragmenty ciała pochowano na cmentarzu w Vincennes, a kości przewieziono w ołowianej skrzynce wśród aromatycznych substancji do Anglii.”
– Król Henryk V tak skończył po swojej śmieci na Przetokę, Francja 1422

Kurła, kiedyś to były czasy, wolność, nie było gier, przemocy, ludzie bawili się na życie mając sielankowe życia. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #truestory